O takim jednym, którego nie określę słowem, bo cenzura nie pozwala

8 stycznia 2018
Przybyszewski: chuć, alkohol i śmierć
3 stycznia 2018
Historia randki z kobietą wyzwoloną
9 stycznia 2018

- Co Ty chcesz - zdziwiła się - przecież nie pije, nie bije, rzadko gdzieś się włóczy, jakąś tam wypłatę do domu przynosi. Mogło być dużo gorzej, naprawdę nie ma na co narzekać, w końcu chłop to jest chłop, swoje za pazurami musi mieć

Cudowne dziecię, rozkoszne maleństwo

 

Mateuszek był ślicznym dzieckiem. W dodatku pierwszym malcem w rodzinie od wielu lat, starszyzna nie posiadała się z radości: zdrowy no i w dodatku chłopczyk, wiadomo, pozostałości po plemiennych tradycjach, nazwisko rodowe nie zaginie, będzie komu przekazać krwawicę.

Chuchanie, dmuchanie, najładniejsze ubranka kupowane jeszcze za dolary (wcale nie było o nie łatwo, właśnie wywróciła się „komuna”, tworzył się „nowy” ustrój), na szczęście dziadziuś znał niejednego cinkciarza, sam jadł chleb z, hehe, niejednego pieca, hotelowe knajpy mrocznego śląska były jego naturalnym środowiskiem bytowania. Babcia nie miała z nim łatwo, ale dawno temu przestała narzekać: w końcu przynosił do domu pieniądze, nieźle im się żyło, z czasem odpuściła sobie nawet obwąchiwanie jego koszul, a ślady szminki na kołnierzykach stały się dla niej smugami krwi. Pewnie zaciął się przy goleniu. Zarabiał? Zarabiał. Nie pił tak znowu często… Nie można mieć wszystkiego.

Czego by o nim nie mówić, wyjątkowo pokochał pierworodnego wnuka.

Dzieciak rósł, matka w tym czasie rozstała się z jego ojcem i przeprowadziła się do domu swoich rodziców: przedmieścia, ogródek, spokojna okolica – raj. Mateuszek właśnie kończył 14 lat i zaczynał rozwijać swoje zainteresowania. Nie, nie przeżywał pierwszych literackich fascynacji, nie marzył o własnym motocyklu, nie było mu w głowie sklejanie modeli, gra w piłkę ani doskonalenie strategii w Heroes III. Chłopak niewątpliwie odziedziczył po dziadku dryg do biznesu.

 

JP na 100% zanim to było modne

 

Po raz pierwszy Policja zapukała do jego matki gdy kończył 2 klasę gimnazjum. Mateuszek w towarzystwie dwóch kolegów jeździł po osiedlu zdezelowanym maluchem i mało brakowało, a potrąciłby starszą wiekiem sąsiadkę. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że całe gremium (poza sędziwą sąsiadką) było pod wpływem środków odurzających niewiadomego pochodzenia. W tamtych czasach wokół tzw. Dopalaczy nie było jeszcze takiego zamieszania, Młody tłumaczył się potem, że czegoś się nawąchali. To miał być ostatni raz i z tego co pamiętam z całej akcji nie wyniknęła żadna większa afera.

W szkole też zaczęły się kłopoty, bo choć Mateuszek uchodził za nadprzeciętnie inteligentną jednostkę (szczególnie w oczach mamy oraz dziadków), to coraz rzadziej pojawiał się na lekcjach. Nie pomagały telefony, wizyty u psychologów, widmo kuratora sądowego. Od zawsze robił co chciał i nie miał zamiaru tego zmieniać.

Wciągnęło go nocne życie sporego miasta. Do domu wracał coraz później, nikt nawet nie miał złudzeń, że może sprawować nad dzieciakiem jakąkolwiek kontrolę. Szybko poczuł łatwy hajs. W tamtych czasach na tutejszych dyskotekach piguły walały się po kątach a „śnieg” pokrywał podłogi obskurnych toalet. Rozebrane małolaty w kozakach z mielonego papieru nakręcały szemraną klientelę spod znaku białych spodni na drinki z pędzonej na lewo berbeluchy. Interes kręcił się w najlepsze, wszyscy wiedzieli, że właściciele mają dobre układy z kim trzeba. Czara goryczy przelała się dopiero kilka lat później, kiedy pewien dłużnik w gorączce sobotniej nocy dostał kosę pod żebra.

Mateuszek doskonale odnalazł się w tym towarzystwie, miał niezłą gadkę, niewinny wygląd nieopierzonej ptaszyny i młodzieńczy zapał podpalany zwyczajną głupotą. Bywało, że w jeden weekend zarobił więcej niż jego matka przez miesiąc. Nawet nie zauważył, kiedy wrósł w nieodpowiednie środowisko równie mocno, jak nałogi zaczęły wrastać w niego. Nie miał jeszcze osiemnastu lat, a był już pełnoetatowym ćpunem. Rodzina straciła już wtedy złudzenia, że ma na niego jakikolwiek wpływ. Dopiero kiedy zaliczył pierwszą poważną wpadkę na chwilę obleciał go strach i nawet zgodził się na odwyk. Obiecał, że się zmieni i już nigdy nie wróci do poprzedniego życia.

 

Nowe życie

 

Dziadek załatwił prywatne leczenie w najlepszym ośrodku, wszyscy trzęśli się nad losem tego biednego zagubionego dziecka i obwiniali się o to, do czego doszło, jednocześnie robiąc wszystko, by Młody stanął na nogi. Stał przecież dopiero u progu życia, świat w każdej chwili mógł paść mu do stóp.

Po pół roku wyszedł z mocnym postanowieniem poprawy. Jednak uczyć mu się nie chciało, uczciwa praca też nie wydawała się ani szczególnie pociągająca, ani konieczna: dziadkowie w obawie przed tym, że wróci do dilerskiego półświatka, nie żałowali mu kieszonkowego, więc motywacja do wzięcia się za siebie tym bardziej była równa zeru. Włóczył się po mieście, nocami wystawał po klatkach z podobnymi sobie „wybrańcami losu”. Być może to ten prześmiewca sprawił, że w tym samym czasie na tym samym blokowisku pojawiła się Mała.

Mała miała siedemnaście lat i była na gigancie. Niedawno kolejny raz została odebrana z rodziny zastępczej i postanowiła zażyć trochę wolności. Nawiała z bidula i nie miała pomysłu gdzie się podziać. Pech chciał, że nigdy wcześniej niewidziana w okolicy zgrabna brunetka szybko zwróciła uwagę chłopaków, wśród których prym wiódł nasz niezawodny Mateusz. Zaproponowali jej puszkę Lecha i jakoś od słowa do słowa zaczęła się gadka. Kleiła się na tyle – i rozmowa, i Mała – że po kilku miesiącach pojawił się ktoś trzeci. Jeszcze przed swoimi osiemnastymi urodzinami dowiedziała się, że jest w ciąży. Nie zgadniecie z kim…

Mateuszek po raz pierwszy zachował się jak mężczyzna i całą odpowiedzialność zrzucił jak zwykle na swoją matkę i dziadków. Kiedy poznali historię Małej, zrobiło im się jej żal, katowana i głodzona przez zastępczych rodziców nigdy nie zaznała normalnego życia. Nic dziwnego, że kiedy ktoś okazał jej cień zainteresowania, poleciała do tego jak ćma w płomień świecy. Wszystko udało się w miarę sprawnie załatwić, na CITO wyremontowali dwa pokoje na poddaszu: wreszcie Mała i Mati mogli zamieszkać razem. Bliscy łudzili się, że kiedy urodzi się dziecko, chłopak wreszcie zmądrzeje, wydorośleje, w końcu miał zostać głową rodziny…

Po szczęśliwym rozwiązaniu otoczenie ze swoimi oczekiwaniami szybko wróciło do rzeczywistości. Mateuszek do żadnej pracy się nie wybierał, chociaż dziadek co i rusz próbował mu podsunąć jakieś przyzwoicie płatne zajęcie. Świeżo upieczony tata wolał spędzać czas na piciu piwa, tudzież innych napojów wyskokowych, w zależności od stanu finansów. Pieniądze, które dostawał na utrzymanie rodziny natychmiast szły na przelew. Mała w przerwach w opiece nad wrzeszczącym niemowlęciem prała, sprzątała i kursowała do sklepu po kolejne puszki z chmielową zupą. Dziecko w tym czasie podrzucała na dół, do dziadków – ojciec nigdy nie poświęcił mu nawet pięciu minut.

 

Odwrócona karta

 

Czas mijał, wszyscy rozkładali ręce nad nierobem i pijakiem, w rozmowach ze znajomymi szczerze żałując Małej i bolejąc nad jej niewesołym życiem. Skoro nawet matka nie szczędziła Mateuszkowi ostrych słów i życzyła niedoszłej synowej znalezienia sobie lepszego faceta, to coś musiało być na rzeczy.

Dziewczyna natomiast znosiła swój los z pokorą i bez skargi; każde życzenie Pana i Władcy było realizowane bez szemrania – za nieposłuszeństwo nieraz dostała w pysk, szybko nauczyła się, że nie warto się odzywać. W ogóle mówiła niewiele. Później dowiedzieliśmy się, że ma wadę słuchu spowodowaną starym urazem głowy (przybrany tatuś miał ciężką rękę).

Mała nie była ani szczególnie inteligentna, ani wykształcona, jednak natura nie poskąpiła jej urody i pracowitości, niewiele jest równie poczciwych i dobrych dziewczyn. Kiedy dziecko podrosło i poszło do przedszkola, wciąż młoda mama, doskonale zdając sobie sprawę, że w domu się nie przelewa a na Mateuszka nie ma co liczyć, znalazła pracę jako kasjerka. W rodzinnym budżecie wiele się nie zmieniło, „partner” Małej pił po prostu jeszcze więcej i miał coraz ciekawsze fanaberie, ale dla niej to był moment przełomowy.

Zobaczyła, że ludzie żyją inaczej. Mają normalne relacje z partnerami. Kiedy opowiadała dziewczynom na zmianie swoją historię, wszystkie pukały się w czoło i doradzały, żeby zabierała dziecko i wyniosła się jak najdalej od tego ochlaptusa – przecież i tak nie ma z niego żadnego pożytku, a jest jej tylko kulą u nogi. Ziarenko zostało zasiane. Mała coraz częściej zaczynała się buntować. Początkowo niepewnie, z czasem stawało się to coraz bardziej widoczne.

Rodzina, która do tej pory stała po jej stronie dziwnym trafem zmieniła front… Im bardziej Mała próbowała się uniezależnić od pasożyta, tym częściej stawała się „tą złą”. Bo kto ma zajmować się Mateuszkiem, jeśli nie ona? Kto ma sprzątać zarzygane podłogi, prać zaszczane gacie alkoholika? Kto, kto, kto? Jaka ona niewdzięczna…

Sławek pracował jako zaopatrzeniowiec. Każdego ranka dowoził do sklepów świeże warzywa i owoce. Był kawalerem, więc gdy tylko znalazł chwilę, nic nie stało na przeszkodzie, żeby zamienił kilka słów z jedną czy drugą dziewczyną przyjmującą zamówienia. Na wyjścia nie miał czasu, zresztą nie lubił dyskotek, a na randki przez Internet jakoś nigdy nie wystarczyło mu śmiałości. Mała spodobała mu się od razu, długonoga niebieskooka brunetka nawet w tym paskudnym uniformie wyglądała bardzo atrakcyjnie i wyróżniała się na tle koleżanek. Paradoksalnie, najtrudniej było złapać z nią kontakt, jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy ze swojej urody. Na szczęście Sławkowi się nie śpieszyło, wytrwale wydeptywał sobie ścieżkę prowadzącą do umęczonego serca uroczej kasjerki.

 

Epilog

 

Niedawno spotkałam na ulicy matkę Mateuszka. Już z daleka informowała mnie o tym, jaką to taką i owaką jest ta Mała, jaka to niewdzięczna swołocz i kierewski charakter, jak tak mogła, zabrała dziecko, wypłatę i jeszcze 500+! Synalek teraz płacze, a ona poszła do innego, dziwka, przecież tutaj miała wszystko. Na szczęście zakończyłam rozmowę w taki sposób, że ta pani już nigdy się do mnie nie odezwie, a ja nie będę tęsknić. Smutne, że z podobnego klucza ćwierkają wszyscy, którzy dotychczas Małej współczuli i życzyli jej odmiany losu. Optyka łatwo się zmienia, uważajcie więc czego sobie i komuś winszujecie, bo nie dajcie Bogowie, a jeszcze się spełni… Warto pamiętać, że łaska ludzka, a już w szczególności sąsiedzka, jeździ na najbardziej pstrym z koni, w dodatku narowistym i niespełna rozumu, czasem nie potrzebuje powodu, by zrobić re-woltę, stanąć dęba albo stratować bez litości.

A Mała? Nareszcie zaznała spokoju. Wynajęli ze Sławkiem mieszkanie na spokojnym osiedlu, blisko przedszkola i jej miejsca pracy. Jego rodzina, przynajmniej na razie, nie wtrąca się w ich wybory. Dziecko powoli przyzwyczaja się do nowej sytuacji. Nie jest idealnie, ale w porównaniu z tym, jak było wcześniej, to i tak raj na Ziemi...

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • Katarzyna M

    Kazdej takiej malej życzę takiego Slawka.
    A każdej placzacej niedoszłej tesciowej na tyle rozumu na tyle dobrego wzroku aby zobaczyć grzeszki syna