Uciechy starożytnych, czyli co kto lubił

29 grudnia 2017
10 (albo więcej) rzeczy, których nie wiecie o domach schadzek
27 grudnia 2017
Historia Marcina, czyli jak może skończyć maminsynek
29 grudnia 2017

Poświęcenie nie zna granic

 

Jak wspomniałam w poprzednim poście instytucja domów publicznych istniała już w państwie Sumerów. Co z dzisiejszego punktu widzenia może wydawać się co najmniej dziwne, prowadzili go kapłani, przybytek znajdował się nieopodal miasta Uruk, na terenie dzisiejszego Bagdadu. Owo święte miejsce stworzone ku czci bogini Isztar nazywane było kakum – miało za zadanie sławić wielkość patronki miłości, wojny, płodności no i oczywiście seksu – była uosobieniem braku wstrzemięźliwości, a nawet rozwiązłości. W chramie zamieszkiwały trzy grupy kobiet: pierwsza, ciesząca się największym szacunkiem, brała udział w obrzędach seksualnych ku czci patronki, druga natomiast sprawowała opiekę nad majątkiem świątynnym. Pod żadnym pozorem nie wolno było im opuszczać miejsca swojego bytowania. Tylko niewiasty zaliczające się do trzeciej grupy mogły swobodnie poruszać się po ulicach miasta i kusić klientów swoimi wdziękami, licząc na łatwy zarobek. Mimo że nie narzekały na brak zainteresowania ze strony Panów, nikt oficjalnie nie przyznawał się do kontaktów z nimi, ponieważ cieszyły się bardzo złą reputacją.

Praktyki seksualne ku czci bóstw wcale nie były rzadkością – podczas obrzędów kapłanki i wyznawcy poddawali się przeróżnym orgiom i uciechom ciała, brali udział w przedstawieniach pozorujących zapłodnienie boginii (babilońskiej Melitty), Nanny oraz Afrodyty/Wenus przy pomocy fallusów (naprawdę zaskakujące!). W Indiach devadasi były „kobietami poślubionymi bóstwu” (bóg Śiwa) – obowiązywała je całkowita wierność wierze, nie miały możliwości późniejszego wyjścia za mąż. Ich głównym zadaniem była opieka nad świątynią i uatrakcyjnianie obchodów różnych świąt zmysłowymi tańcami oraz zaspokajanie potrzeb seksualnych kapłanów oraz wiernych – nie była to jednak prostytucja, ponieważ nie otrzymywały materialnej zapłaty. Wierzono, że ta forma poświęcenia jest ofiarą błagalną i sprzyja płodności i dobrobytowi w okolicy. Dopiero wpływy chrześcijańskie i muzułmańskie ukróciły ten proceder, a gwóźdź do trumny wbiła brytyjska kolonizacja, nie dlatego, że jakoś szczególnie święci byli ci słudzy Korony – obawiali się przede wszystkim publicznych skandali.

 

Tymczasem w Persji...

 

W Persji w czasie obchodów saceas przez pięć dni kobiety bezwstydnie obcowały z mężczyznami na oczach setek wiernych. Pliniusz opisywał, że wybierano do tego tylko najpiękniejsze dziewczęta i poświęcano je boginii, jednak po zakończeniu ceremonii nie traciły one czci i szacunku, mogły później bez przeszkód zostać wydane za mąż.

W wielu społeczeństwach normą było, że kobiety podejmowały się płatnej prostytucji na rzecz świątyni. Uświęcone kurtyzany żyły zazwyczaj zamknięte w świątyni, a oddawanie się mężczyznom za pieniądze było jedną z form posłuszeństwa i działalności na korzyść chramu oraz okazywania w ten sposób czci bóstwu. Czyniły tak Kezertu, Gadisztu, Harimtu. Najwyższy status społeczny miały jednak Kadisztu – nie tylko mogły za zarobione pieniądze zakupić ziemię, ale nawet prowadzić działalność gospodarczą.

Jeśli wierzyć pismom Herodota, Babilończycy mieli różne dziwne zwyczajne związane ze sferą seksualności – nie odkryję Ameryki pisząc, że purytanie to to nie byli. Każda szanująca się obywatelka powinien chociaż raz w życiu odwiedzić świątynię Melitty i oddać się w niej nieznajomemu mężczyźnie. Kandydatki pozostawały na miejscu tak długo, aż zostały wybrane przez któregoś z przybywających. Kobieta która zdecydowała się na podjęcie takiego kroku nie mogła się wycofać, musiała dotrzymać złożonej bogini obietnicy. Pierwszy, który rzucił wiernej na kolana garść monet, jako jedyny miał prawo natychmiast odbyć z nią stosunek płciowy. Zanim do tego doszło, odzywał się do niej tymi słowy: „Żądam Cię w imieniu bogini Melitty”. Obowiązywała zasada „kto pierwszy ten lepszy”, najładniejsze wybranki przypadały więc tym najbardziej spostrzegawczym, reszta musiała zadowolić się tym co zostało, nie mogło być mowy o żadnej licytacji. W najgorszej sytuacji były najmniej urodziwe panie, czasem znalezienie chętnego na ich wdzięki zajmowało im całe lata – musiały spędzać je w świątyni, powrót do rodziny był możliwy dopiero po spełnieniu obowiązku. Ciekawym zwyczajem była również usankcjonowana prostytucja dziewic na wydaniu, które przed zamążpójściem miały oddać się w świątyni innemu mężczyźnie, co miało dać im późniejsze prawo do odrzucania wszystkich zalotników i współżycia tylko z mężem.

 

Nierząd na usługach państwa

 

Świątynne prostytutki były wyjątkowo apetycznym kąskiem – wyjątkowo urodziwe, w dodatku biegłe w sztuce miłości i obeznane w stosowaniu afrodyzjaków (najpopularniejszym był korzeń mandragory). Bardziej niż inne kobiety potrafiły podkreślić swoje atuty (tak, tak, makijaż był już wtedy znany i z powodzeniem nakładany na kobiece buzie), zdawały sobie sprawę z potęgi zapachów i kusych strojów – potrafiły zadziałać na męską wyobraźnię. Schyłek ich potęgi musiał w końcu nadejść – wraz ze wzrostem znaczenia mężczyzn-kapłanów, którzy zaczęli zarządzać nawet świątyniami kobiecych bóstw, zaczęto rezygnować z usług „boskich prostytutek” by w końcu całkowicie usunąć rytualne orgie z obchodów świąt ku czci.

Im więcej podbojów – tym więcej niewolnic. Im więcej niewolnic – tym większy zarobek dla nowej władzy. Praktyka handlu kobietami zaczęła rozprzestrzeniać się w zastraszającym tempie – wraz z nim prostytucja obrzędowa całkowicie zatraciła swój religijny charakter i zmieniła się w dobrze prosperującą gałąź gospodarki. Mieszkanki korynckiej świątyni Afrodyty zaspokajały apetyty stęsknionych za kobiecym ciepłem marynarzy ( w końcu Korynt był wtedy drugim co do wielkości portem Grecji). Dochód z prostytucji przeznaczony był na finansowanie wojny z Atenami. Również panie, które nie chciały poddawać się obrzędom żałobnym ku czci Adonisa (bo musiałyby ogolić głowy) w zamian musiały sprzedać się na targu i odbyć stosunek z tym, który ją kupił, a zarobione pieniądze oddać kapłanom ze świątyni. Od tego niedaleko było już do usankcjonowania prawnego i opodatkowania nierządu: ten pomysł przypisuje się Grekowi Solonowi, który był właścicielem pierwszego miejskiego „domu z paniami”. Wszystko poddane było ścisłym regulacjom: kobiety musiały nosić wyróżniający je strój, miały zakaz uczestnictwa w obrzędach religijnych, a domy w których mieszkały oznaczano fallicznym symbolem. Zatrudniane tam były głównie cudzoziemki, oprócz wiadomych usług oferowano także wonne kąpiele, relaksacyjne masaże oraz serwowano egzotyczne potrawy, uchodzące za afrodyzjaki, na przykład duszone jądra dzikiego osła…

Kiedy Solon zauważył, jak duże jest zainteresowanie jego biznesem, postanowił stworzyć coś na kształt franczyzy. Od tamtej pory każdy mógł otworzyć sobie podobny przybytek, pod warunkiem, że wnosił ustalone opłaty na rzecz państwa i uczciwie rozliczał się z zysków. Każda grupa społeczna miała swoje „miejscówki” – dicteriades przeznaczone dla najbiedniejszych oferowały usługi niewykształconych analfabetek, biegłych tylko w wiadomej sztuce. Poza budynkiem nosiły blond peruki i stroje w krzykliwych kolorach, nakładały na sukienki sztuczne piersi (te najodważniejsze w ogóle nie zakrywały naturalnego biustu). Klasa średnia miała swoje auletrides, dziewczyny stamtąd prezentowały wyższy poziom intelektualny, potrafiły śpiewać, tańczyć i odpowiednio zabawiać klientów rozmową. I wreszcie hetery – najlepsze, najpiękniejsze, luksusowe – ulubienice senatorów, właścicieli ziemskich i wyższych rangą kapłanów. W Salonikach, stolicy starożytnej Macedonii, badacze odkryli ruiny bardzo dobrze zachowanego domu (muszę się bronić przed cenzurą Facebooka), a w nim łaźnie, piękne naczynia z gliny oraz akcesoria erotyczne, na których uwieczniono różne ciekawe sceny, np. współżycie z kozami...

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.