Co wolno kobiecie przy mężczyźnie? Przypudrowana góra lodowa zamiast kuszącej tajemnicy

27 listopada 2017
„Żonę bić należy”, czyli o życiu kobiet na XIX-wiecznej wsi
26 listopada 2017
Kobieta powinna znosić wszelkie trudny z radością, nawet jeśli leje ją mąż
28 listopada 2017
 

Jakie są młode dziewczęta? Lekkomyślne, chętne do miłostek, nie dopilnowują dzieci, mają za cienke mleko, bywają gderliwe, zrzędne, wierzą w gusła i przesądy

 

Co wolno wojewodzie... to nie Tobie, kobieto!

 

Teraz nie ma żadnego problemu z tym, żeby poderwać kobietę albo zaczepić gdzieś mężczyznę, który wpadł nam w oko. Większość konwenansów przeszła do lamusa, w ramach równouprawnienia nikogo nie gorszy, kiedy to pani okazuje zainteresowanie panu jako pierwsza, do tego wszystkiego mamy wszechobecny internet, portale społecznościowe, fora, czaty, randkownie i co tylko można sobie wyobrazić. Zdjęcia, wymiary, zainteresowania, wykształcenie: wszystko podane na tacy. A przecież nie zawsze tak to wyglądało i jeszcze nie tak dawno temu za jakieś uliczne pogawędki, a już nie daj Boże inicjowane przez niewiastę, można było zostać wykluczonym z towarzystwa na wieki wieków amen.

Na temat tego jak powinny się te sprawy damsko-męskich amorów układać i jak przebiegać, żeby obyło się bez powszechnego zgorszenia i przedwczesnej konsumpcji znajomości. Krew nie woda, a strzeżonego…wiadomo. Dlatego młodym i porządnym pannom nie mogło nawet przyjść do głowy, by pozostać z kawalerem w pomieszczeniu sam na sam, nawet jeśli był to jej narzeczony – to miało zapobiec niepotrzebnym plotkom poddającym w wątpliwość niewinność panienki. W ogóle zalecano, by lepiej trzymać język za zębami, nie wdawać się w zbędne dyskusje, a już na pewno na poważne tematy, jak ognia unikać ujawniania sekretów i przemyśleń (nigdy nie wiadomo czy nie zostaną później wykorzystane by skompromitować kobietę). Gdyby spojrzeć na to z perspektywy, powiedzmy, współczesnej 20-30-latki, to wychodzi na to, że wtedy wszystko było na odwrót: porządna i dobrze wychowana dziewczyna nigdy nie patrzyła mężczyznom w oczy, w ogóle dopuszczalne było najwyżej nieśmiałe zerkanie spod opuszczonych rzęs, nie do pomyślenia było narzucanie się czy pozwolenie sobie na żarty. A teraz najważniejsze: panna bezwzględnie powinna się strzec i unikać kawalerów poddających w wątpliwość jej cnotę, gruboskórnych, graczy, pijaków, lekkomyślnych, wulgarnych, lubieżników, niepoważnych, sztucznych. Dzisiaj co najmniej połowę z tych cech mają faceci, o których kobiety się zabijają i uważają ich za atrakcyjnych, nawet jeśli jest to zupełnie irracjonalne. Miałam co najmniej kilku takich znajomych, którzy na pewno nie mieli nieskazitelnej reputacji, co więcej, wcale tego nie ukrywali, szczycąc się swoimi podbojami i różnego rodzaju ekscesami. W każdym towarzystwie znalazły się co najmniej dwie naiwne, które przysłuchiwały się tym historiom z wypiekami na twarzy, gotowe na własne życzenie podzielić los dziesiątek innych nieszczęśnic. Jeszcze sto lat temu takie zachowania nie były jednak w cenie i może rzeczywiście to było dla wszystkich zdrowsze. Ale wracając do tematu…

 
 
  • Wystarczy, żebyś została z facetem sama na 2 minuty, żeby przyprawić Ci łatkę niemalże kobiety lekkich obyczajów
  • Za to jako kawaler mogłeś mieć wiele przyjaciółek i każdy traktował to z przymrużeniem oka...
 

Co zrobić, by nie wyjść na latawicę?

 

Jeśli już trafił się jakiś natręt, należało „odejść z oziębłą miną, okazać, że obecność tej osoby jest nam niemiła i być w tym na tyle przekonywującym, żeby już nigdy nie pozwolił sobie na takie zachowanie”. W przypadku gdyby kobieta zachowała się inaczej, zostałaby uznana za próżną, łatwą, zalotną, źle wychowaną i pozbawioną elementarnych zasad. Trzeba było salwować się ucieczką nawet wtedy, gdy przyjaciel męża próbował być ZBYT miły (hm, jak ocenić gdzie przebiega granica?), wtedy jednak dopiero trzeba było lawirować: jednocześnie dać do zrozumienia, że nie chcemy być adorowane, ale w taki sposób, żeby się przypadkiem delikwent nie obraził… Paranoja. Głosy przemawiające za słusznością takiego postępowania wcale nie należały tylko do mężczyzn: Hoffmanowa krytykowała kobiety za to, że „nie szanują się, a oczekują od innych, żeby to robili za nie”. Niby prawda, ale czy na pewno? Według wyżej wymienionej, by uniknąć kompromitacji i nie narażać się na nieprzyjemności, niewiasta w ogóle nie powinna okazywać żadnych prawdziwych emocji, ani pozytywnych, ani negatywnych. Żadnych starań, poufałości, przyjmowania prezentów, wymiany uprzejmości, atencji. Niemal góra lodowa. Nie wiem czy aż takie sztuczności były niezbędne do tego, żeby zachować jakiś dystans…

 

Kto może więcej?

 

Każda epoka miała widać tendencje do popadania w przesadę. Wyobrażacie sobie, że miłość w ogóle była tematem tabu? Choćbyście usychały z powodu palącego uczucia, nie wolno było się nigdy do tego przyznawać ani o tym wspominać, przyjęło się, że kobieta nigdy nie zakochuje się jako pierwsza, żeby nie wyszło na to, że mężczyzna tego nie odwzajemnia, bo „nie ma większej hańby dla kobiety”. W końcu miłość dla samej miłości nic nie znaczy, jest tylko obietnicą przyszłego małżeństwa. Skromna i ułożona kobieta właśnie tak rozumowała. No ale skoro nawet u lekarza nie można było dać szanownemu panu do zrozumienia, że coś Cię boli, to o czym w ogóle rozmawiamy… Obowiązkowe było co najmniej kilkukrotne podziękowanie za diagnozę. Jeśli się zastanowić, to to akurat nie zmieniło się do dzisiaj, lekarz nadal jest traktowany trochę na wyrost jako Pan i Władca, nawet kiedy płaci się mu grubą kasę za prywatną wizytę. Może to pokłosie właśnie takich „nauk”… Ale to i tak jeszcze nic w porównaniu z tym, jak trzeba było zachowywać się wobec księży… (Proboszcz to już w ogóle był traktowany jak prawa ręka Pana Boga… Ale o tym będzie w innej notce, bo to materiał na osobne rozważania).

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat, bo pewne rzeczy chyba się nie zmieniły: niby obyczaje w porównaniu z tamtymi stoją na głowie, a jednak nadal jest tak, że więcej pod względem, powiedzmy, obyczajowym, uchodzi na sucho mężczyznom niż kobietom. Może w różnych środowiskach występuje jakieś zróżnicowanie, ale z moich obserwacji wynika, że „nie ma sprawiedliwości”…

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • Kat

    Kobiety wyzwolone ,zdobywajace mężczyzn wg nich sa latwe.
    Zas pan majacy mase na liscie w exelu -jest zwycięzcą;D
    Mężczyźni lubia krótkie sukienki; i spódnice ,dekolty ale nie gdy juz kobiete zdobędą wtedy najlepiej ja ubrać po szyje.
    Przyznam ciezko sie na to patrzy ale różności nie zdobędziemy -nie wazne ze mamy te same stanowiska ,prawa zawsze bedzie ta przepasc; (

    • paniretro

      Te prawa to chyba tylko w teorii, niestety…

  • Charlie

    Wg mnie to dalej jest kultywowane m.in. przez lektury w szkołach. Łęcka z „Lalki” to dobry przykład. Wszystkie opracowania ukazują ją jako próżną, pustą itd. Moja polonistka w liceum spytała się nas, czy my byśmy chciały wyjść za dużo starszego, obcego faceta, który dodatkowo jest naszym stalkerem. Zupełnie inaczej do tego podeszła i dopiero wtedy zobaczyłam jak strasznie do dziś ocenia się kobiety w literaturze (chociażby u Sienkiewicza). Przez to niewiele się zmienia, mimo upływu czasu.

    • paniretro

      Czego by nie powiedzieć o Łęckiej, to na pewno nie była ani niewinna, do kuszącej tajemnicy też jej raczej daleko. 😉 I jaka była Wasza odpowiedź na pytanie nauczycielki? Wokulski mimo wszystko był porządnym facetem.

      • Charlie

        Ale czy wychodzi się za mąż tylko dlatego, że mężczyzna jest porządny? Czy on miał prawo stalkować młodą dziewczynę (bez względu jaka by ona nie była) i próbować wykorzystać sytuację finansową jej rodziny? A może lepiej, że się nie sprzedała „staremu dziwakowi”? Czy ówczesne małżeństwa nie były bliższe handlu kobietami? Nie było różnicy, w której warstwie społecznej, rola kobiety była podobna.
        Cały czas wszystko się interpretuje z męskiego punktu widzenia. Podobnie „Chłopi”, „Rodzina Połanieckich”.

        • Nad

          We wspomnianych powieściach bardzo dobrze oddano realia epoki, tak to po prostu wtedy wyglądało i w ocenie ludzi żyjących wtedy nie było w tym nic zdrożnego. Pewnie był jakiś odsetek kobiet, który tak jak Łecka, buntował się przeciwko tym obyczajom, ale z drugiej strony znalazłoby się wiele takich, które za tak zwaną „dobrą partię”, a przecież Wokulski taką był, dałyby się pokroić. Taka mentalność, utrwalana zresztą od wieków. Należy pamiętać, że chodziło także o niedopuszczanie „nieodpowiednich” osób do możliwości awansu społecznego – patrz „Trędowata”. Stąd te kojarzone małżeństwa. Padają tam pod koniec takie gorzkie słowa: „Miłość musi się mieścić w granicach rozsądku”.

          • Charlie

            Jak najbardziej się zgodzę, tylko dlaczego większość współczesnych opracowań powiela system wartości z tamtych czasów i nie uwzględnia zmian, jakie od tamtej pory zaszły? Mi właśnie o to chodzi najbardziej.

          • paniretro

            Nad trafiła w sedno. Charlie, jakie konkretnie opracowania masz na myśli? Literackie czy jakieś poradniki dotykające spraw „damsko-męskich”?

  • Charlie

    Cały czas mam w na myśli podręczniki szkolne i program nauczania, bo w końcu one też kształtują umysły młodych ludzi. Ja miałam szczęście i moja polonistka pozwalała nam samodzielnie dochodzić do wniosków. W równoległych klasach w liceum niestety uczniowie trafiali na nauczycielki typu „od zawsze tak było, Łęcka zła, bo nie chciała Wokulskiego, a dobrze, że Jagnę wypędzono ze wsi itd”.

    • paniretro

      To już chyba kwestia mentalności uczących. No i nie można powiedzieć, że Łęcka była święta…