Witkacy to był dobry wariat

21 listopada 2017
Z Poli-Loli nie tylko o ciuchach
20 listopada 2017
Zielony Osiołek i bezkres
21 listopada 2017
 

Le­piej jed­nak skończyć na­wet w pięknym sza­leństwie, niż w sza­rej, nud­nej ba­nal­ności i marazmie. 

 

Portret wielokrotny

 

Trudno jest recenzować książkę dotyczącą osoby, którą prawie wszyscy znają (a przynajmniej znać powinni), i o której powiedziano już tyle, ile o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu. To prawie tak, jakby brać się za ocenianie Trylogii albo innych Krzyżaków. Jednak zważywszy na to, że opisywana pozycja jest w pewnym sensie biografią, pozwolę sobie zamieścić kilkuzdaniową pochwałę na potrzeby blogu.

O Witkacym napisano już chyba wszystko. Jego twórczość przerobiono wzdłuż i wszerz, postawiono setki tez, powstało tysiące interpretacji, psychologowie zbadali treść listów, które pisał do swojej matki, by dowiedzieć się jak najwięcej o profilu osobowościowym genialnego multitwórcy. Debatowano o jego licznych ekscesach narkotykowych i alkoholowych, przy okazji odnotowano z satysfakcją, że prowadził bujne życie seksualne a jego stosunek do miłości w tradycyjnym rozumieniu był, delikatnie mówiąc, oryginalny, jak całe jego burzliwe egzystowanie na przebrzydłym padole łez. Biorąc to pod uwagę nie powinien dziwić fakt, że jego zakochania i fascynacje przeżywane z licznymi kochankami, dostarczyły materiału na napisanie książki.

 
 

Czy wiesz, że...

  • Matką chrzestną Stanisława Ignacego była Helena Modrzejewska
  • Witkacy był prekursorem kina mówionego. Na solidnym rauszu, w towarzystwie kolegów wybrał się do kina i postanowił pełnić rolę lektora. Piskliwym kobiecym głosem wykrzykiwał na całą salę: "Ryszardzie! Czy stłamsisz mnie i porzucisz z dzieckiem?!". Pozostali dwaj panowie szybko podchwycili pomysł... Zabawę przerwała dopiero interwencja policji.
  • Działanie wódki, której potrafił wypić niezmierzone ilości, lubił przerywać przy pomocy kokainy.
  • Któregoś razu, dla żartu, na wizytę zapowiedzianego gościa (którym był Antoni Słonimski), wystroił się we własnoręcznie sklejoną ze starych gazet piżamę. Poeta podczas odwiedzin udawał, że nie widzi nic nadzwyczajnego w wyglądzie przyjaciela...
 

Pies na baby, który nie zszedł na psy

 

„Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem” Małgorzaty Czyńskiej to emocjonalny i pełen zaskakujących wydarzeń spacer przez meandry nietuzinkowej osobowości mistrza – z licznych fragmentów przemyśleń i rozmów z przyjaciółmi dowiadujemy się nie tylko o jego łóżkowych upodobaniach, a przede wszystkim o jego prawdziwym stosunku (proszę bez skojarzeń, do poszczególnych osób które przewinęły się przez jego świat). Niezliczona ilość przelotnych romansów jest niemożliwa do zawarcia w jakiejkolwiek publikacji, dlatego autorka skupia się przede wszystkim na najważniejszych kobietach w życiu Witkacego, z którymi w jakiś sposób był związany i które odcisnęły na nim swoje piętno.

A wybór pań był bogaty jak żydowska rodzina jednej z jego kilkudziesięciu narzeczonych. Znalazła się w tym gronie i młodziutka hrabianka, pierwsza wielka miłość Stanisława, jako klin na tę pachnącą mezaliansem znajomość tancereczka z krakowskiego przybytku, która z tym i z tamtym różne takie. Takie i siakie do tego stopnia, że niedługo potem Witkacy u zaprzyjaźnionego doktora leczył choroby weneryczne. Malarki, artystki scen wielkich i małych, panny, wdowy i mężatki, z bajecznym posagiem i takie jak on, bez grosza przy duszy. Konwenanse zupełnie nie pasowały do wolnej natury Witkacego, toteż zupełnie się nimi nie przejmował, jednocześnie cierpiąc bardzo, kiedy padał ich ofiarą. Niewątpliwie nie przystawał do swoich czasów, nierozumiany nawet przez te, które na swój dziwaczny sposób kochał.

 
 

Miejsce na liście przyjaciół Stacha zajmował Słonimski po akcji z piżamą

34

 

Kto nie zna prawdziwej miłości...

 

Autorka poświęca wybranym życiorysom poszczególne rozdziały, w których niezmiennie przewijają się jednak imiona dwóch najważniejszych, bez względu na aktualną liczbę kochanek, kobiet w życiu Stanisława Witkiewicza: Nina i Maria. Maria i Nina. Żona i Matka. Matka i Żona. To one dwie, bez względu na wszystko, pomimo nieporozumień, ran i bólu, trwały przy ekscentrycznym artyście, będąc często jedynymi powodami, dla których wciąż trzymał się ciążącego mu coraz mocniej istnienia.

Książkę uzupełniają fotografie i dzieła Mistrza, portrety i zdjęcia wykonane muzom, przyjaciółkom a czasem nawet zupełnie obcym kobietom. Czasem wystarczyło mu zobaczyć jakąś na ulicy, spojrzeć przelotnie, by wiedzieć, że koniecznie musi ją sportretować. Ganiał wtedy taką delikwentkę przez pół miasta, nie kryjąc się zupełnie ze swoim zainteresowaniem – pokazuje to jego szaloną i nieposkromioną osobowość, we współczesnych mu czasach nie do pomyślenia było zaczepianie obcych kobiet na ulicy tak po prostu, a w dodatku proponowanie im, żeby zostały modelkami… Koniec świata.

Historia spisana przez Czyńską jest dobrym uzupełnieniem wiedzy o Witkiewiczu i jego pozaartystycznych dokonaniach, obfituje w liczne szczegóły i smaczki, nie zanudzając przy tym czytelnika wykładami z teorii literatury ani nudnymi faktami biograficznymi, które można było przeczytać w każdej encyklopedii.

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.