Czy dżentelmen powinien umieć tańczyć?

9 listopada 2017
Podryw w komunikacji miejskiej
4 listopada 2017
Pierwsza lesbijka przedwojennej Polski
10 listopada 2017

Trzeba tańczyć by być amantem?

 
W ostatnich latach, zwłaszcza w dużych miastach, obserwuje się powolny powrót do łask tańców klasycznych, tych z tak zwanego „prawdziwego zdarzenia”. Powstają specjalne szkółki specjalizujące się np. w swingu, wydawać by się mogło, dawno zapomnianym. Wszelkie kursy i szkółki, w których można nauczyć się tańczyć, także cieszą się sporym zainteresowaniem, co mam nadzieję oznacza, że młodzi ludzie zaczynają doceniać wartość pewnych podstawowych umiejętności, jakie onegdaj posiadał każdy dobrze wychowany człowiek. Regres, który dopiero teraz, dzięki świadomej części "nowego" pokolenia nieco wyhamował. Przyczyn jego nastąpienia należy z pewnością upatrywać w trwającej przez dziesięciolecia, sukcesywnej eksterminacji elit i uporczywego stawiania zwyczajności i bylejakości jako wzoru do naśladowania. Wraz z doprowadzeniem inteligencji i arystokracji do niemal całkowitego upadku,  pogrzebano - dosłownie i w przenośni - ostatnią warstwę społeczeństwa, która mogłaby zaszczepić w kolejnych pokoleniach potrzebę posiadania minimalnej choćby wiedzy o kulturze i zachowaniu w klasycznym, przedwojennym rozumieniu. A przecież to fascynujące choćby z punktu widzenia historycznego! Nikt nie oczekuje przeniesienia wszystkich tych zasad na współczesny grunt – wiele z nich jest tak archaiczne, że zupełnie nie przystawałyby do dzisiejszych realiów. Reszta, nawet jeśli nie straciła na aktualności, to przestały nadarzać się okazję do ich praktycznego stosowania. Jednak umiejętność tańca i prawidłowego zachowania się wobec kobiet na różnego rodzaju imprezach i rautach przyda się na pewno każdemu mężczyźnie i pozwoli zaimponować damskiej części towarzystwa. Tym bardziej, że dobrze tańczący Panowie, szczególnie wśród młodych, nadal są w mniejszości.  
 

Nawet jeśli nauczę się tańczyć, co mi to da?

 
Obserwując zachowanie mężczyzn podczas spotkań towarzyskich połączonych z tańcami, mam nieodparte wrażenie, że ich niechęć do popisów na parkiecie wynika przede wszystkim z kompleksów i braku pewności siebie oraz obycia. Nauka tańca zaczyna się przecież od zaakceptowania własnego ciała i odrzucenia "magicznego myślenia", które pęta nogi i sprawia, że finezja ruchów plasuje Cię mniej więcej na poziomie drewnianego kloca, "wszyscy na mnie patrzą, zrobię z siebie pośmiewisko". Przełamanie tych barier przyniesie wymierne korzyści, nie tylko w postaci podniesienia poziomu rozrywki, jaki możesz zapewnić partnerce na weselu czy zabawie sylwestrowej, ale także w życiu codziennym - pewność siebie, którą daje umiejętność zapanowania nad swoim ciałem, nie skończy się z chwilą, gdy światła zgasną a orkiestra zacznie pakować instrumenty. Pozostanie z Tobą w życiu codziennym i na pewno ułatwi kontakt z kobietami oraz sprawi, że łatwiej Ci będzie nawiązać nowe znajomości. Przecież w parze to zawsze mężczyzna jest stroną dominującą, prowadzącą kobietę po parkiecie - dokładnie tę samą zasadę można zaszczepić na gruncie związku czy randki. Mężczyzna który chce być atrakcyjny dla kobiet nie może bać się własnego cienia i pocić na samą myśl o tym, że ktoś zwraca na niego uwagę przez dłużej niż moment. Owszem, pewnie istnieją takie panie, które w tej chwili zaprzeczyłyby temu co napisałam i stwierdziły, że chorobliwa nieśmiałość i pewien rodzaj niepewności jest "uroczy" i "słodki", jednak nie jestem przekonana, czy mężczyzna aspirujący do bycia dla kobiety oparciem i ucieczką, powinien "cieszyć się" wśród płci przeciwnej taką opinią i czy na pewno byłby z niej rad. Te określenia oczywiście mogą być prawdziwe i dobrze opisywać jego osobowość, przez pewien czas ktoś taki może nawet się podobać, ponieważ wzbudza jakieś instynkty (wszystkie lubimy słodkie szczeniaczki czy kocięta), jednak uważam, że na dłuższą metę takiemu mężczyźnie trudno będzie utrzymać zainteresowanie kobiety na wysokim poziomie. Niestety, wraz z jego spadkiem, będą proporcjonalnie malały szansę na powodzenie danej znajomości. Dlatego apeluję do Was, Panowie, nie dajcie się wciągnąć w pułapkę własnej podświadomości: nie próbuję nikogo przekonać, że z introwertyka-samotnika w miesiąc możecie stać się łamaczami serc niewieścich, bo przecież zupełnie nie o to chodzi. Istotne jest pokonywanie barier, które Was ograniczają przy jednoczesnym pielęgnowaniu waszej tożsamości. Nauka tańca klasycznego jest dobrym punktem wyjścia - nikt Wam nie każe od razu korzystać z tych umiejętności w każdą sobotę na "wieczorku z muzyką na żywo". Jeśli nie przepadacie za taką formą aktywności, możecie potraktować to jak kolejną, praktyczną umiejętność - coś jak prowadzenie samochodu - i jednocześnie asa w rękawie, który w najmniej oczekiwanym momencie może odmienić wasze życie. Nie ma chyba na świecie kobiety, która nie poczułaby się dobrze w pewnych ramionach partnera z gracją prowadzącego ją po parkiecie. Trochę teorii...
 

Bo ja tańczyć chcę... Więc zachowuj się!

 
...czyli będzie mało praktycznie, ale jeśli któryś z Panów miałby chęć trzymać się sztywno reguł, proszę bardzo: nie proś tańca bez marynarki, w rozchełstanej koszuli i z krawatem wiszącym gdzieś na plecach. Masz być schludny i elegancki, wszystkie guziki pozapinane. Okrycia wierzchniego nie zdejmuje się, bez względu na to jakie szaleństwa odbywają się na parkiecie nie stawaj kobiecie nad głową i nie szturchaj palcem, kiedy chcesz zaprosić ją na parkiet. Stań w pewnej odległości i zapytaj grzecznie czy z z Tobą zatańczy. nie pytaj partnera kobiety czy możesz z nią zatańczyć podajesz kobiecie ramię i prowadzisz na parkiet - nie każ jej Ciebie gonić taniec rozpoczynaj zawsze na środku parkietu nie demonstruj swojej przewagi, jeśli Twoje umiejętności taneczne wyraźnie przewyższają jej umiejętności nie spoufalaj się zbytnio, nawet jeśli pani z którą tańczysz nie przyszła z mężczyzną jeśli kobieta odmówi zatańczenia z Tobą - nie nalegaj. Przeproś i odejdź. nie obcałowuj kobiet po rękach jeśli przyszedłeś z kimś, nie wypada, żebyś kosztem swojej partnerki bawił się w towarzystwie innych pań
 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • Katarzyna Markowska

    Liczę że uda mi sie zachęcić kilku kolegów do zajrzenia tutaj.
    pieknie wylozone i uargumentowane nic dodac nic ujac

    • VonD

      Moda na taniec wraca, więc może się uda. Znajomość tych kilku zasad na pewno nikomu nie zaszkodzi. :))