Przez łóżko na watykański tron. Wszystkie kochanki papieża

31 maja 2017
Na rozstanie najlepszy pies ze schroniska
30 maja 2017
Najdziwniejsze modele butów
31 maja 2017

Pornokracja w Watykanie

 
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od trupa… Okres od 890 roku był w dziejach Watykanu co najmniej burzliwy i krwawy. Pomiędzy różnymi stronnictwami trwały w najlepsze walki i władzę, przedstawiciele poszczególnych grup nie oszczędzali swoich wrogów i na pewno nie postępowali zgodnie z myślą Ewangelii. Zasiadający na tronie od 6 października 891 do 4 kwietnia 896 Formozus przekonał się o tym na własnej skórze. Okres jego pontyfikatu był wyjątkowo trudnym czasem, jucha obficie lała się ulicami Świętego Miasta, tymczasem nowy papież, jako orędownik pokoju, starał się prowadzić politykę ugodową wobec zwaśnionych stron. Jak można się domyślać, stał się owieczką w stadzie wygłodniałych wilków. Zaprowadzenie pokoju oczywiście mu się nie udało, jego śmierć w 896 roku rozpoczęła kolejny rozdział walki o tron piotrowy. Nowym papieżem został świntuch i kobieciarz Bonifacy VI, który jeszcze jako kapłan był dwa razy zawieszony w posłudze za niemoralne zachowanie. Jak można się domyślać, z wiekiem nie zmienił się na lepsze, dlatego też nie było widoków na to, że będzie godnie reprezentował papieski urząd. Na szczęście nie zdążył się zanadto podpisać, bo po dwóch tygodniach zmarł na podagrę. Spokój nie trwał więc długo, trzeba było kolejny raz dokonywać wyboru. Padło na Stefana VI, człowieka niebezpiecznego i pozbawionego skrupułów, zaciekłego rywala zmarłego niedawno Formozusa. O tym jak bardzo obaj panowie się nie lubili świadczy fakt, że pierwszą decyzją Stefana na nowym urzędzie było zwołanie synodu, na którym jego poprzednik miał zostać o(d)sądzony (od czci i wiary). Nie byłoby to jeszcze aż takie dziwne, gdyby nie fakt, że Ojciec Święty (!) zażyczył sobie osobistej obecności oskarżonego. Wyciągnięto więc już na pewno niezbyt świeżego trupa z grobu, odziano w szaty synodalne i posadzono na Sali. Przydzielono mu nawet obrońcę, w końcu musiało być sprawiedliwie… Sam zainteresowany nie miał zbyt wiele do powiedzenia na swoje usprawiedliwienie i przez cały czas milczał jak zaklęty, podobnie jak jego adwokat, który nieszczególnie sprawdził się w swojej roli. Wyzywany i poniżany Formozus znosił obelgi swojego następcy ze stoickim spokojem. Oczywiście uznano go winnym wszystkiemu co zrobił i czego nie zrobił, a cały synod zyskał (ciekawe dlaczego) miano „trupiego”. Wyrokiem sądu kat obciął zwłokom trzy palce prawej dłoni. Następnie ciało przebrano w łachmany i wleczono ulicami Rzymu, by na koniec wrzucić je do zbiorowej mogiły i bezimiennie pochować. Szczątki doczesne Formozusa nie zaznały jednak spokoju na długo, ponieważ mściwemu Stefanowi nie wystarczyło takie zakończenie sprawy. Po kilku dniach znów kazał wykopać trupa i wrzucić go do Tybru. Podobno po jakimś czasie nieszczęśnik został wyłowiony przez miejscowych rybaków, którzy ulitowali się nad nieboszczykiem i pochowali go w godny sposób
 

Kara boża

 
Stefan na swoich występkach nie wyszedł najlepiej, ponieważ wśród ludu zaczęły krążyć historie o tym, że za sprofanowanie zwłok byłego papieża na miasto musi spaść gniew boży. Nie trzeba było długo czekać na potwierdzenie tych słów, niedługo potem Rzym nawiedziło trzęsienie ziemi w wyniku którego runęła Bazylika Laretańska. Nie trzeba było lepszego potwierdzenia. Przeciwnikom politycznym Stefana wystarczyło kilka miesięcy, by usunąć go z urzędu i unieważnić wszystkie jego decyzje. Wiarołomnemu papieżowi nie było pisane długie życie, bo parę tygodni później został uduszony. To jednak nie zniechęciło jego popleczników, którzy po raz kolejny posadzili na tronie piotrowym swojego człowieka, aktywnego uczestnika Sądu nad Zwłokami, Sergiusza III. Ten jednak nie cieszył się długo ani władzą, ani urzędem, bo już po 12 dniach został wygnany z Rzymu. W ciągu kolejnych 12 miesięcy papieża wybierano czterokrotnie, a każdy ze „szczęśliwców” kończył swój pontyfikat tragicznie. Krwawe boje o Watykan trwały więc w najlepsze.
 

Wszystkie kochanki papieża

 
Wygnanie nie sprawiło jednak, że Sergiusz na dobre zszedł ze sceny. Po 7 latach wygnania powrócił do Rzymu i za sprawą potężnej małżonki konsula Tuskulum, Teodory, po usunięciu innych kandydatów powrócił na papieski tron. Oczywiście od razu kazał udusić swoich poprzedników i unieważnić wszystkie ich decyzje. Jednak od tej pory nie był już samodzielnym władcą, bo u jego boku wciąż była Teodora, która w zamian za oddanie Watykanu w jego ręce żądała całkowitego posłuszeństwa. Została zatem szarą eminencją w sukience i tym samym zapoczątkowała kobiece rządy w stolicy Rzymu. Cała sprawa niewątpliwie zbliżyła do siebie Sergiusza i Teodorę, i to zdecydowanie bardziej niż wskazywałaby na to zwykła sympatia. Jeśli wierzyć biografom, Teodora została na jakiś czas kochanką papieża, a więc rządy sprawowała z wysokości łoża, można się więc domyślać, że bardzo skutecznie. Jej stosunki z Sergiuszem nie trwały jednak długo, bo chrapkę na przejęcie sterów miała również jej piętnastoletnia, znana z rozwiązłości córeczka Marozja. Równie ambitna i inteligentna jak matka, wykorzystała swoją młodość, która w tym przypadku była niewątpliwie jej atutem, i odbiła Teodorze wpływowego kochanka. Starsza bez walki usunęła się ze sceny, ale starała się umiejętnie sterować córką, by ta działała po jej myśli. Przypieczętowaniem władzy w rękach obu pań było pojawienie się na świecie owocu miłości Marozji i Sergiusza, małego Aleksandra, przyszłej głowy Watykanu. Po śmierci Sergiusza Teodora wcale nie zwolniła tempa i po kolei obsadzała tron papieski swoimi kochankami, z których najważniejszym niewątpliwie był Jan X, którego poznała jeszcze jako kleryka i z wzajemnością się w nim zakochała. Wykorzystując swoje rozległe wpływy szybko wyniosła go do godności biskupiej, a wkrótce potem umożliwiła mu sięgnięcie po tron Rzymu. Niewątpliwie zrobiła to również dla siebie, chciała mieć możliwość częstych spotkań z kochankiem, jego obecność w oddalonej o wiele kilometrów Rawennie była jej wyraźnie nie w smak…
 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • Katarzyna Markowska

    Osobiście zawsze gdy rozprawiam z zaslepionymi fanatykami kościoła chętnie wracam do min powyższych okresów…
    Niestety sam celibat wiąże mi się z sadomasochizmem i hipokryzja.
    Jednak najbardziej podobał mi się okres luteranizm ,wręcz odnoszę wrażenie że gdyby nie cierpiały na nim finanse kościoła (po śmierci duchownych rodziny jednak domagały się należności) może część by się utrzymała…
    Jestem zdania że człowiek w coś wierzyć musi…
    Inaczej nie miałby chęci ani motywacji wstawać z łóżka,ale niestety co niektórzy zapedzaja się w wierze.
    Chociażby za bardzo wierząc w świętość i światłość…
    Jesteśmy ludźmi…
    Cieszę się że poruszyłas ten temat na blogu może oswieci więcej osób albo chociaż złapią dystans patrząc w historię.
    Meh wszystko co mądre zostało już tu powiedziane mogę jedynie pogratulować o czekać kolejnego postu

  • Anita Magoła

    W bardzo fajny i lekki sposób opisuje Pani tematy, które większość ludzi omija.
    Wszystkie blogi są teraz monotonne, takie na jedno kopyto, a ten wyróżnia się spośród innych. Mogę powiedzieć, że wręcz uzależnia, bo na bieżąco sprawdzam co nowego, mimo że czas często bardzo mnie ogranicza.

    Co do posta. No przyznam, że walka o tron była bardzo zacięta, jednak stanowisko pożądane, więc próbowali na wszystkie sposoby. Prawdę mówiąc w tamtych czasach wszystkim zależało bardziej na stanowisku (jeśli mieli możliwość w jakiś sposób się na nie zapchać) i nie zwracali uwagi czy w ogóle się na nie nadają.
    Prawdę mówiąc teraz (może niekoniecznie chodzi mi o papieża) ale wiele osób obejmuje stanowiska na które się nie nadaje i podejmuje decyzje, które ciężko pojąć, bo udało mu się dojść do władzy.
    Ale władza to nie wrzystko, bo można ją stracić równie szybko jak się ją zdobyło.

    I jak w każdej historii jest też kobieta, która potrafi omamić wszystkich, jednego po drugim.