Na rozstanie najlepszy pies ze schroniska

30 maja 2017
Nerwicowiec z depresją
29 maja 2017
Przez łóżko na watykański tron. Wszystkie kochanki papieża
31 maja 2017

Na co dobry jest pies?

 
Mężczyźni przychodzą i odchodzą. No dobra, kobiety też. Po jednych się płacze i zjada wszystkie słodycze jakie zostały w domu, po innych się pije, co prawda na smutno, ale jednak czując jakiś rodzaj ulgi, kolejni mijają jak dni robocze, przemykają bez echa nie zostawiając śladów. Finał jest jednak dla wszystkich jednakowy: zostajesz sam(a). Nikt (nawet sztucznie) nie cieszy się na Twój widok, telefon milczy, nie ma do kogo się odezwać, nie mówiąc już o zaspokojeniu opiekuńczo-emocjonalnych potrzeb jakimś przytulaniem czy innym głaskaniem. Posucha, pustynia i materiał dla Onetu na artykuł o singlach żyjących w kawalerkach.
 

Daruj sobie hodowlę

 
Właśnie udowodniłam wyższość psa (szczególnie ze schroniska) nad człowiekiem! Możesz mieć pewność, że nigdy Cię nie opuści, będzie Ci wdzięczny za najdrobniejszy miły gest w jego kierunku, jego uczucia nie będą wymuszone, nie będzie z Tobą z rozsądku ani dla pieniędzy, nie zada głupiego pytania, zawsze Cię pocieszy, w jego oczach ujrzysz bezgraniczne zaufanie, nie zje Cię, jeśli nagle umrzesz – jest szansa, że będzie pilnował Twojego trupa, jakbyś co najmniej na to zasługiwał. W zamian za miskę, ciepły kąt i chwilę zabawy da Ci wszystko, co w nim najlepsze, niczego nie kalkulując. Nie ujmując niczego innym psom (wychowanym od szczeniaka w kochających domach, kupionym z renomowanych hodowli), one też potrafią być mądre i oddane, ja już zawsze będę wierna schroniskowcom. Żadne zwierzę, które nie zaznało krzywdy, którego życie boleśnie nie doświadczyło, nie ma w oczach tej mądrości i wdzięczności dla swojego właściciela, jaką ma każda cudem ocalona dusza, od małego kundelka z postrzępionym uchem, do straszącego swoją posturą, poczciwego miśka odkarmionego ze stanu prawie agonalnego. Naprawdę warto się poświęcić, odmówić sobie czegoś, przełożyć jakiś cholerny remont pokoju, chodzić kolejny sezon w starych butach albo kupić żonie na imieniny tańszy prezent (nawet kosztem wielkiej awantury i cichych dni) i przeznaczyć pieniądze na doprowadzenie do zadowalającego stanu zdrowia jakiejś opuszczonej psiny. Zyskasz w ten sposób przyjaciela na całe życie. Prawda, że to niezbyt wygórowana cena za taki skarb?
 

Poznajcie Stefka

 
Z poprzedniego tekstu mogłeś dowiedzieć się, że piszę to wszystko na podstawie własnych doświadczeń. Mój pies też trafił do mnie jako dorosły, też jako w pewnym sensie porzuceniec w fatalnej kondycji. Doprowadzenie go do ładu zajęło mi pół roku i pożarło mnóstwo środków. Nawet przez moment nie żałowałam podjętej decyzji: pies właściwie od pierwszego dnia nie opuszczał mnie na krok. Był tak zszokowany, że kiedy szłam się kąpać, musiałam zabierać go ze sobą do łazienki, w przeciwnym wypadku stał pod drzwiami i płakał. Tak bardzo bał się, że odejdę i znowu zostanie sam. Cierpliwie znosił wszystkie badania i zabiegi, nawet nie drgnął, gdy weterynarz robił mu zastrzyki czy pobierał krew, chociaż nie lubi kontaktu z obcymi i ma cały wachlarz możliwości na zrobienie im krzywdy. Czuł, że wszystko, co się dzieje jest dla jego dobra. Z każdym dniem przywiązywał się do mnie coraz mocniej, w miarę możliwości nie rozstawaliśmy się ani na chwilę, starałam się unikać sytuacji, kiedy będzie musiał na dłużej być beze mnie, zabierałam i nadal zabieram go ze sobą gdzie tylko mogę. Mimo swoich gabarytów (prawie 60 kilogramów) jest najmniej kłopotliwym psem, jakiego można sobie wyobrazić. Ślepo posłuszny, spokojny jak cielę, dla mnie łagodny jak baranek, nigdy nie wykazał choćby cienia agresji – mogę grzebać mu w misce gdy je, otwierać pysk, przewracać go na plecy i drapać po brzuchu, dotykać łapek i uszu. Pies w każdej z opisanych sytuacji jest zadowolony i chętnie poddaje się pieszczotom. Bardzo mocno zżył się również z nowym miejscem zamieszkania, ma silny instynkt stróża, więc nie lubią go listonosze, kurierzy i Świadkowie Jehowy. Jedyną ciemną stroną tej odwzajemnionej miłości jest tego agresja wobec (prawie) wszystkich ludzi znajdujących się zbyt blisko mnie. Zanim się przekonałam, że ma takie zapędy, zdążył kilka osób nieźle nastraszyć.
 

Szoruj po psiaka

 
Jeśli zastanawiasz się nad powiększeniem rodziny o czworonoga, powinieneś naprawdę poważnie wziąć pod uwagę adopcję. To wielka odpowiedzialność, ale nagroda za nią jest naprawdę warta świeczki. Wszystkie zagrożenia i wątpliwości, które opisałam w pierwszym tekście są niczym w porównaniu z kudłatą, psią miłością.
 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • Adrianna Pecarz

    Ale pamiętajmy, że w schronisku są też koty, mój dom zawsze był pełen zwierząt. Nawet kot, czy szczur może być oddanym przyjacielem, aktualnie mam 4 koty, rozpoznają moje kroki i kiedy wracam do domu, stoją pod drzwiami by się przywitać. Są naprawdę kochane 🙂
    Podoba mi się, że promujesz schroniska.

    • paniretro

      A mówią, że koty nie są takimi dobrymi przyjaciółmi jak psy i nie przywiązują się do człowieka. Twoje zwierzaki trochę przeczą tej tezie. 😛

  • Róża Dziubińska

    Jesteś wspaniałą osobą, że zdecydowałatwo się na przygarniecie psiaka, oby takich osób było coraz więcej. Ja po śmierci mojej ukochanej suczki zdecydowałam się na kotka, i los jak zwykle sprawił że wybrałam kilku miesięczną kotkę ze schroniska. Była po wypadku samochodowym, miała nigdy nie biegać, kuleć , kiedy tylko ja wzięłam na ręce, takurat się wtulala że nie mailam wyjścia, to ona mnie wybrała. A dwa dni później kiedy z Luna wróciliśmy do schroniska na kontrolę dostałam z mamą do ratowania na kilka dni 2tygodniowego czarnegocjacji kociaka. Oczywiście został u nas już na stałe. Loki jest już wielkim rozrabiaką , a Luna mimo wypadku biega i skacze nawet na wysokie meble 😊 Warto zainwestować trochę czasu i miłości dla zwierząt , przynosi to wielkie szczęście nie tyko zwierzakom ale i nam.

    • paniretro

      Widzę, że tu same kociary. 😉 Czy Twoje koty też się do Ciebie przywiązały i okazują uczucia?

  • katarzyna markowska

    Szczerze mówiąc wszystkie moje 4koty (jednym obdarowałam rodziców ,obie babcie i byłego) znajdywalam na ulicy…
    Te mają u mnie pierwszeństwo…
    Drugie w kolejności są zwierzęta z schroniska .
    Echh najgorsze jest to w jakich one tak naprawdę żyją warunkach…
    Jeszcze zdjęcia idzie przeżyć ale na żywo aż chce się płakać.
    Zwoze niekiedy karmy ,koce na zbyciu staram się wyciulac coś pod koniec z pensji i przelać ale wiem że to nie wystarczy …
    Wzięłam za to psa…
    Szczerze mówiąc na początku z racji warunków nie byłam w stanie go wziąć …
    Musiałam oddac do schroniska-wlasnie wtedy zobaczyłam je na żywo.
    Nie byłam w stanie tego przeżyć ,piesel śnił mi się po nocach ..
    I ostatecznie musiałam po niego wrócić 😉
    Znalazl miejsce w domu i sercu,podobnie miał mój partner i jego babcia więc aktualnie mam w okol dwie kochane przybledy i jedna gdy przyjeżdżam do Warszawy.
    Są najwdzieczniejszymi stworzeniami na świecie dokładnie tak jak mówisz.
    Pies czy też kotal jest jak członek rodziny -potrafi jak dziecko (któremu potrafi minąć w okresie dorastania) kochać bezwarunkowo…
    Serce mi się raduje że poruszasz tak ważna sprawę w czasach gdy zwierzęta potrafią być usypiane bo nie ma dla nich miejsca w przeludnionym schronisku ;(
    Oczywiście w uratowane zwierzę trzeba zainwestować.
    Wielu ludzi nie ma świadomości dlatego później oddaje dalej albo co najgorsze wyrzuca.
    Oczywiście szczepienia ,weterynarz ,leki,karmy są drogie ale myślę że miłość bezcenna;)
    Paradoksalnie podobają mi się kampanie gdy porównuje się zwierzę do dziecka.
    W moim mniemaniu właśnie takie jest.
    Bezbronne ,poszukujące ciepła i miłości…
    Liczę że ludzie to zrozumieją.
    Chociaż chyba nie każdy ma w sobie tyle empatii by kochać prawdziwie ale im więcej osób o tym mówi tym wieksza szansa jest że do większej ilości to trafi.
    Dziekuje,Pozdrawiam ;)))

    • paniretro

      O tak, ja sama wiem najlepiej jak wyglądają warunki w schronisku. Dodatkowo pracują w nich na etacie (nie mówię o wolontariuszach, którzy za darmo wykonują tytaniczną pracę i wkładają w nią serce) tacy ludzie, którzy potrafią handlować szczeniakami rasowych psów, sprzedawać przekazywaną przez ludzi karmę. Nawet nie będę pisać jakiego losu bym dla takich pragnęła…

  • Jolanta Miśkiewicz

    Ja się nie podzielę… podzieli się mój pies, który pisze rodzaj dziennika od chwili wyjścia ze schroniska. Hepi szuka sponsora, chciałby wydać swoje zapiski, aby móc rozdawać je ii zachęcać do przygarnięcia zwierząt. Oto początek:
    1. Happy End

    Dzień dobry wszystkim. Na imię mam Hepi. Człowieka mówiła, że to szczęśliwe zakończenie dla mnie i dla niej, dlatego Happy End, czyli Hepi. Była wczoraj u mnie w więzieniu, gdzie siedzą sami niewinni. Wszyscy darli się jak opętani, skakali na kraty. „Weź mnie, chcę wyjść” – wrzeszczeli. Ja nie krzyczałem. Po co? I tak człowieki zrobią co chcą. Usiadłem z tyłu i popatrzyłem. Ona też popatrzyła i powiedziała: pójdziemy do domu. Wtedy ciocia Hela weszła do celi i powiedziała: sprawdzę, czy ma jajka. Jeśli tak, to musi jeszcze zostać. Uklękła obok mnie, pochyliła głowę, żeby podejrzeć. Natychmiast usiadłem na nich, zażenowany. To moja sprawa, co mam pod brzuchem. Wtedy spotkało mnie kolejne w tym więzieniu upokorzenie. Podniosła mnie jak szczeniaka i zaczęła macać! Szarpnąłem się i postawiła mnie z powrotem, ale powiedziała, że zabrać mnie można jutro po kastracji. Nie rozumiem. Zostałem w celi, a człowieka powiedziała: jutro przyjdę i poszła.
    Zostałem. Lepsze to niż włóczęga po ulicach. Często byłem głodny. Nie wiem, czy sam zginąłem, czy mnie zginęli moje człowieki. Chyba oni mnie zginęli specjalnie. Wielu kumpli tak zostało zginiętych, niektórych człowieki przywiązali do drzew, żeby za nimi nie ganiali a jednego nawet wyrzucili z auta. Takiego potłuczonego przyniosła obca człowieka. Bardzo chorował. Wielu ich tu przychodzi, popatrzą i sobie idą. Mimo, że moja człowieka (nie wiem dlaczego tak mi się nazwała w łebku – moja) obiecała, nie bardzo wierzyłem. Czasem któryś z nas wychodzi, potem szybko wraca. Zrzuci kwiatek, warknie, nasika i wraca. Nie dość, że potem dostaje karę od kumpli, za to, że wyszedł, często go solidnie pogryzą, to ma w aktach, że go oddali i nikt go nie chce wziąć. Ja jeszcze nie mam akt. Mam za to człowiekę. Kiedy się obudziłem bez moich klejnotów koronnych (co za strata dla suń, byłem najlepszy, bo mimo, ze jestem niewielki, no mały prawdę powiedziawszy za to robotny i wariat!) było już jutro. Łapy mi się plątały, a ciocia Hela zaczęła mnie gdzieś ciągnąć na smyczy. Nie chciałem nigdzie iść, ale postawiła na swoim. Okazało się, ze przyszła moja człowieka i wyszliśmy!!!! Powiedziała, że do domu. Naprawdę? Szedłem trochę opornie do samochodu, trochę się bałem, bo z nią były jeszcze dwa człowieki, a jeszcze po drodze jakiś brytan zza płotu zaczął na mnie wyzywać. Stanąłem na rozstawionych łapach, pochyliłem głowę i patrzę: no tylko wyjdź, to już ja ci pokażę! Wcale się nie bałem tego brytana, wcale! Zwłaszcza, że był za płotem. Nie wyszedł. To usiadłem, patrzyłem i śmiałem mu się w oczy! W końcu człowieka namówiła mnie, żebym poszedł do tego auta. Siedziałem na jej kolanach, sztywno, wpatrzony w dal. Jeszcze nie bardzo wierzyłem. A ona gadała i gadała, tak fajnie: dobry piesek, malutki, połóż się, odpocznij, jedziemy do domku. W końcu uwierzyłem. Westchnąłem, położyłem łeb na łapie człowieki i jechaliśmy. Cieszyłem się. Ona też się cieszyła, okrągła taka jak balonik i wydawało się, że pofrunie do góry jak balonik. Tylko ja wcale nie chciałem fruwać! Chciałem do domu. Wcale się nie bałem schodów, ani windy, znałem je wcześniej. A w domu mi się spodobało. Obszedłem mieszkanie i zobaczyłem taki rozkładany fotel. Pomyślałem, że dla mnie go kupiła. Wszedłem bez pytania, zwinąłem się w kłębuszek i usnąłem utrudzony. Fotel na pewno dla mnie, bo nie nakrzyczała, tylko mi kocyk podłożyła, usiadła, głaskała i gadała póki nie usnąłem. Może będzie fajnie, zobaczymy jak się lepiej poczuję. Na razie pośpię. Pa człowieki!

  • Anita Magoła

    Miałam kiedyś świnkę morską. Zwierzątko na pierwszy rzut oka głupiutkie, ale kiedy już się oswoi nie ma wspaniałej istoty ;3

    Co do adopcji. Mam kota, który co prawda nie jest ze schroniska, ale kotka porzuciła go kiedy miał zaledwie 5 dni. Po prostu zostawiła nam na wycieraczce niczym w okienku życia, na zasadzie ‚ja nie dam rady, ale wierzę, że Wy się nim zajmniecie’. Kotek zimowy, śliczny, od razu każdy go pokochał, ale co zrobić, żeby tak maleńka istotka przeżyła? Od razu pobiegłam do weterynarza, specjalne mleko, buteleczka, ogrzewanie. Wstawałam do niego jak do własnego dziecka, karmiłam kiedy popiskiwał i udało się. Przeżył.
    Dużo mówi się o tym, że koty są wredne i niewdzięczne, ale ta kotka zaczęła nas traktować jak rodzinę, mam wrażenie, że uważa się za człowieka (i tu przypomina mi się scena z epoki lodowcowej kiedy mamut uparcie twierdził, że nim nie jest, bo wychował się w innym otoczeniu ;D).
    Wyrósł na wspaniałego kotka, jest nam wierny i nie opuszcza na krok. Chorowity jak nie wiem co, bo miał wszystko od zapalenia dziąseł i spojówek przez powiększone węzły chłonne aż po cesarskie cięcie.
    Jest z nim sporo problemów, ale okazuje wdzięczność za każdą pomoc. To widać i to jest wspaniałe uczucie.

  • Anita Magoła

    A co do schronisk. Nie jest kolorowo, mm jedno w okolicy, ale mają problem z utrzymaniem. Kiedy tylko się da staramy się zeznajomymi organizować zbiórki. Nie ma znaczenia co ktoś przyniesie. Koce, poduszki czy pieniądze (zakresie w hurtowni kupujemy karme). Każda pomoc jest tak samo ważna, bo wiem, że pracują tam ludzie, którym zależy, a nikt nie chce im pomóc…

  • Sylwia K.

    Wiele ludzi wyrzuca , topi lub zabija w różny sposób niechciane zwierzęta. Ja osobiście przygarnęłam psa znalezionego w lesie (miał może z 3 miesiące) i kota znalezionego obok martwej kocichy. Wiara w ludzi naprawdę w takich chwilach … Ech.. Zwyczajnie jest to przykre. Patrząc na to jak traktuję się zwierzęta w schroniskach to pokazuję jak bardzo mało człowieka w człowieku.