Historie martwych kochanków

26 maja 2017
Chciałybyście zostać zakonnicami?
26 maja 2017
Wszystkie nałożnice króla
28 maja 2017

Strachy na lachy

 
Historyjek o nawiedzonych miejscach można dziś znaleźć setki – w sieci roi się od zeznań „naocznych świadków”, a w każdym szanującym się biuletynie turystycznym musi pojawić się jakaś legenda z tak zwanym dreszczykiem. Na szanującym się zamku powinien rezydować co najmniej jeden duch, najlepiej w osobie bezgłowego jeźdźca, zawodzącej w księżycowe noce białej damy albo chociaż ogromnego, czarnego psa, w którego wcielił się chciwy właściciel dóbr. Fakt, że od kilku wieków nie żyje, nie przeszkadza mu w nieprzerwanym doglądaniu majątku. Większość, a według sceptyków pewnie wszystkie, te opowiastki można włożyć między bajki, w końcu poziom ich wiarygodności jest taki, że nadają się tylko do powtarzania przez przewodników podczas oprowadzania szkolnych wycieczek.Za chwilę przytoczę kilka takich legend - ich wspólnym mianownikiem nie jest poziom grozy, jaki mogą wzbudzać - w każdej z nich chodzi przede wszystkim o miłość...
 

Wszystko przez uczucia

 
Na Pogórzu Wielickim, w XIII – wiecznym zamku o przebogatej historii (i długiej liście właścicieli) której nie będę w całości przytaczać (o datach i rodowych roszadach informuje nawet Wikipedia), pojawiają się duchy, w liczbie co najmniej dwóch. Faktyczna szerokość ich grona do dziś nie została zbadana, prawdopodobnie dlatego, że te, które jęczą, płaczą i stękają w mrocznych lochach i piwnicach, do tej pory nie raczyły ujawnić się w inny sposób niż tylko przy pomocy efektów dźwiękowych, stąd określenie ich liczebności od wieków jest mocno utrudnione. Podobno ostatni właściciele zamku, przedstawiciele rodu Jastrzębskich, zaintrygowani brunatnymi plamami pokrywającymi gęsto ściany i podłogi podziemnych korytarzy, zlecili nawet badania, które potwierdziły, że to pozostałości ludzkiej krwi. Akurat to odkrycie nie jest niczym egzotycznym, w końcu przez całe stulecia piwnice pełniły funkcję miejsc odosobnienia – umieszczano tam, wedle potrzeby i upodobania Pana – od grasujących po traktach zbójów, po spóźniających się z zapłatą chłopów pańszczyźnianych aż do niemile widzianych amatorów niewieścich wdzięków. Wieść niesie, że właśnie tam, w straszliwych mękach, dokonał żywota młodziutki ukochany córki jednego z włodarzy zamku. Tragiczna historia rozegrała się w czasach, gdy Dębno znajdowało się w rękach rodu Tarłów. Córka możnowładcy, jak to wtedy bywało, od dziecka była przyobiecana na żonę Spytkowi, przyszłemu dziedzicowi Melszyna. Na swoje nieszczęście, biedna dziewczyna w wieku zaledwie lat piętnastu zakochała się z wzajemnością w jednym ze sług. Termin zaaranżowanego ślubu nieuchronnie się zbliżał, a widmo końca potajemnych spotkań zawisło nad kochankami - Tarłówna w akcie desperacji postanowiła przyznać się ojcu do zakazanej miłości, licząc najpewniej, że serce mu zmięknie, ulituje się nad nią i jakoś uda się wybłagać pozwolenie na ten mezalians. Nadzieja okazała się płonna a przekonanie naiwne: furiat Tarło wpadł w szał, sługę nakazał zatłuc na śmierć w zamkowych lochach, a córkę, w ramach zmycia hańby, jaka przez jej wybryk spadła na rodzinę, postanowił zamurować żywcem w jednej z baszt, wraz z suknią ślubną i ogromnym posagiem. Dopiero po kilku wiekach, przy okazji przebudowy zamku, po wyburzeniu muru w południowo-zachodniej baszcie, natrafiono na szkielet Kasztelanówny, wciąż ubrany w ślubną sukienkę i otulony sznurem brudnozłotych warkoczy. Szczątki pochowano, zostawiając na pamiątkę jedynie ów warkocz, który podobno jeszcze w XX-leciu międzywojennym można było zobaczyć goszcząc w zamku. Chociaż od tamtych wydarzeń minęło prawie 400 lat, po dziś dzień w księżycowe noce można zobaczyć złotowłosą zjawę błąkającą się po zamkowym dziedzińcu. Jej płacz ustaje tylko wówczas, gdy u jej boku pojawia się duch zamordowanego ukochanego.
 

Gdzieś na zapomnianych ziemiach...

 
Najpierw była granica pomiędzy Polską a Litwą. Wzdłuż niej przepływał spokojnie Liwiec, wykorzystano więc jego przydatną obecność do zbudowania posterunku granicznego, chronionego od obcej strony przez rzekę i mokradła. Z czasem strażnicę rozbudowano i przemianowano na siedzibę książąt - według "zeznań" Długosza wybudowany w 1429 roku zamek stał się jedną z największych twierdz Mazowsza. Na przestrzeni lat, po wygaśnięciu dynastii Piastów Mazowieckich, przechodził z rąk do rąk, stopniowo niszczejąc i tracąc dawną świetność. Rok 1703 i wojna północna ostatecznie przypieczętowały jego los - ograbiony i zaniedbany, stał się cieniem potężnego fortu, jakim niegdyś był. Ruiny liwskiego zamku przetrwały do dnia dzisiejszego prawdopodobnie tylko dzięki niemieckiemu okupantowi oraz sprytowi miejscowego pasjonata archeologii, Otto Warpechowskiego. Kiedy starosta z hitlerowskiego nadania przymierzał się do wydania rozkazu wysadzenia ruin, ten wmówił mu, że twierdza została wzniesiona przez Krzyżaków, dlatego jest ważnym zabytkiem i częścią niemieckiego dziedzictwa kulturowego. Przekonywany najwyraźniej nie był posiadaczem szczególnie lotnego umysłu, bo nie dość, że uwierzył w tę historyjkę, to jeszcze zlecił częściowe odrestaurowanie murów. Okoliczni mieszkańcy od dawna powiadają, że po dziedzińcu zamkowym, podczas pełni księżyca przechadza się duch niewiasty z wyciągniętymi przed siebie dłońmi. Błąka się bez celu, czasem coś szepcze albo szlocha - podobno zobaczyć ją może tylko człowiek o czystym sercu, więc wychodzi na to, że może raz na sto lat ktoś ją spotyka (znam tylko jedną osobę, która spełnia warunki). Nieszczęśnica zyskała pseudonim Żółta Dama. Przypuszcza się, że zjawa to pośmiertnie nawiedzająca miejsce swej kaźni kasztelanowa Ludwika, żona kasztelana Marcina Kuczyńskiego, zarządcy liwskiego zamku. Podobno to ona, do spółki z diabłem strzegącym skarbów ukrytych w lochach pod warownią, regularnie pojawia się w świecie żywych. Gdzie tu jakieś nieszczęście? Ano, nie zastanawia Was, dlaczego duch cały czas wyciąga przed siebie ręce? Legenda głosi, że wspomniany Kuczyński, człowiek chorobliwie zazdrosny i porywczy, co i rusz posądzał swoją (niezbyt zresztą urodziwą, delikatnie mówiąc) małżonkę o liczne romanse z dworzanami. Pech chciał, że te ataki wściekłości zbiegały się w czasie z ciągiem niewyjaśnionych zdarzeń - za każdym razem, kiedy raptus podarował żonie drogocenny pierścień z brylantem, skarb szybko znikał ze szkatuły obdarowanej i ślad po nim ginął. Gdy sytuacja powtórzyła się i trzeci krążek rozpłynął się w powietrzu, kasztelan wpadł w szał, przekonany, że wiarołomna kobieta obdarowuje kosztownościami swoich kochanków. Biedna Ludwika została wtrącona do lochu, by jednak znać łaskę i sprawiedliwe sumienie swego męża, dano jej szansę na udowodnienie swojej niewinności - zarządzono "sąd boży". Do ciemnicy przyniesiono cegłę, którą oskarżona w ciągu 12 godzin miała przewiercić na wylot. PALCEM. Gdyby jej się udało, wówczas oczyszczono by ją z zarzutów. Jak się pewnie domyślacie, pozostała w nienaruszonym stanie, a to oznaczało dla kasztelanowej tylko jedno: karę śmierci. Wykonano ją następnego dnia na dziedzińcu poprzez ścięcie głowy mieczem.
 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • katarzyna markowska

    Przyznaje zawsze interesowałam się wątkami wiecznej miłości,zjawami i poszukiwałam ich śladów w historii.
    Szczerze wierzę w miłość aż po grób a nawet i dłużej 😉
    W końcu miłość to siła napędowa życia.
    Z miłości rodzimy się ,z miłości powstaje prokreacja i dążymy do tego by w miłości umierać.
    Nawet wspierający się ludzie tak naprawdę szukają tej drugiej osoby,która to będzie do końca u jej boku.
    Świetny post ,dziś obchodzę 2 dzień matki który mnie dotyczy i przyznam wpatrując się w losy strapionych kochankow nieco odplynelam a jednocześnie cieszę się że moje niebo okazało się być tak blisko -na wyciągnięcie dłoni;)
    Pozdrawiam 😉
    Ps Nie mogę otworzyć linku z twoimi Zdjęciami w zakładce o mnie 😉
    A jestem ich ciekawa

    • paniretro

      Ja nie umiem go zamieścić tak, żeby dało się otworzyć. http://www.katyart.pl

      • Róża Dziubińska

        Wow, świetne zdjęcia ❤

  • Anita Magoła

    Legendy o duchach błądzących za miłąścią są tworzone z potrzeby miłości. Ludzie pragną zaznać takiej miłości – wiecznej, aż po grób.
    W pędzie dzisiejszego świata ciężko o takie uczucie, dlatego historie o damach w bieli, kolorze kojarzonym z czystością i wiernością (chociaż na wschodzie biel jest kolorem żałoby, w starej kulturze słowiańskiej również był to kolor najsilniej związany z żałobą) i ich kochankach, których uczucie z góry skazane było na niepowodzenie są tak popularne.

    Tego typu opowieści cieszą się coraz większą popularnością wśród ludzi zabieganych, mających coraz mniej czasu na okazywanie sobie uczuć.
    Przyciągają miejsca, w których te historie są najgłośniejsze i najbardziej znane.

    To bliskość drugiej osoby sprawia, że świat nabiera barw.
    Możliwość dzielenia się radością i smutkiem, to że nie musimy dusić wszystkiego w sobie nadaje życiu inny rytm.

    Prawdziwa miłość nie jest zarezerwowana tylko dla baśni i legend. Ona jest wśród nas, tylko niewielu potrafi ją dostrzec.
    Warto się czasem zatrzymać i spokojnie rozejrzeć dookoła.

  • Adrianna Pecarz

    Uwielbiam takie historie, chociaż są smutne. Nie rozumiem jak można pochować kogoś żywcem 🙁 W duchy wierzę, może to naiwne i dziecinne, ale już tak mam 🙂

  • Róża Dziubińska

    Trzymałam kciuki żeby dostać temat związany z miłością na maturze ustnej, moje życzenie się nie spełniło, jednak i tak poszło idealne. Każdy kraj ma swoje legendy miejske, najwięcej miłosnych historii wywodzi się ze średniowieczna, np opowieść o Tristanie i Izoldzie. Takie legendy nas zachwycają, bo często sami zawaleni nauką, pracą oraz innymi obowiązkami nie mamy czasu na miłość. A nawet jeśli już kogoś znajdujemy to zwykle nie jest TA osoba. Ja jestem dopiero na etapie wchodzenia w dorosłość, a już mam za sobą pierwsze zauroczenia. Więc ile razy się jeszcze zakocham zanim znajdę swoją prawdziwą drugą połówkę? Myślę że każda z nas by chciala się na chwilę zatrzymac w tym wyścigu szczurów i skupić się na tym kogo chce i czego potrzebuje. A przecież teraz jest łatwiej, rodzice nie narzucają nam mężów i nie stawiają przed ołtarzem z zupełnie obcym , 30 lat starszym od nas panem. Więc czemu teraz jest tyle rozwodów? Może przez to że po pewnym czasie ludzie zapomninają dbać o związek, a legendy miłosne to tylko bajki. Taka miłość jest możliwa, ale trzeba w nią włożyć wiele pracy i nie tylko brać ale też dawać ☺