Chciałybyście zostać zakonnicami?

26 maja 2017
Baba lekarzem? Kto to widział?
25 maja 2017
Historie martwych kochanków
26 maja 2017

Niełatwe życie młodych panien

 
Co byście powiedziały, gdyby wasi rodzice postanowili zrobić z was zakonnice? Kiedyś była taka moda i w sumie spore prawdopodobieństwo, że trafiłybyście pod skrzydła siostrzyczek. Najbardziej zapobiegliwe matki potrafiły przyobiecać na służbę ku chwale Najwyższego latorośle, które jeszcze nie zdążyły ujrzeć świata na własne oczy, a już pisane im było pójście za klasztorne mury. I le te historie mają wspólnego z rzeczywistością? Czy naprawdę wszystkie panny posiadające własne plany, na przykład małżeńskie, niekoniecznie zgodne z wolą rodziców, za karę były przeznaczane na zakonnice? Okazuje się, że zamiana strojnej sukni na skromny habit dla wielu dziewcząt wcale nie było karą, a wybłaganie u rodziny pozwolenia na ten, z punktu widzenia wielu szalony krok, traktowane było jak spełnienie marzeń. Wbrew pozorom, uzyskanie go było niełatwym zadaniem – w systemie patriarchalnym wyłączne prawo do stanowienia o losie córki leżało w gestii ojca, a bywało, że i reszta rodziny miała co do przyszłości młodej panienki swoje plany, kolidujące z jej własnymi pragnieniami. Rodowe tradycje okazywały się decydującym czynnikiem, a ich zachowanie stawiano ponad osobiste ambicje jednostki. Jeśli wśród kuzynek, ciotek czy sióstr nie było zakonnic ( w rodzinie Czapskich w ciągu 150 lat do zakonu wstąpiło 18 kobiet, w tym samym czasie młode Wołłowiczówny zasiliły szeregi zgromadzeń w liczbie ośmiu), a na horyzoncie pojawiał się majętny kandydat do ręki dziewczyny, jej rzekome powołanie, choćby było najszczerszym, a ona sama idealną kandydatką na świętą, brano to za nic nieznaczącą fanaberię. Takie sytuacje szczególnie często zdarzały się wśród starych rodów szlacheckich i magnackich, gdzie poprzez małżeństwo uzyskiwano przeróżne korzyści, również takie mające niewiele wspólnego ze sferą emocjonalną.
 

Trza salwować się ucieczką!

 
…w takiej sytuacji nie pozostawało nic innego jak po prostu w bezksiężycową noc zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i salwować się ucieczką, po cichu licząc na to, że matkę przełożoną zakonu uda się ubłagać o przyjęcie bez zgody rodziny. Tak desperacką ale i odważną jak na okoliczności decyzję podjęła między innymi Magdalena Mortęska herbu Orlik, późniejsza odnowicielka polskich benedyktynek, mistyczna, zasłużona córa polskiego Kościoła. Wielka reformatorka, można powiedzieć, w pozytywnym tego słowa znaczeniu feministka swoich czasów – dzięki ingerencji w pamiętającą pewnie samego św. Benedykta formułę zakonu, po wielu latach za jej sprawą wreszcie położono nacisk na edukację mniszek – wszystkie musiały nauczyć się czytać i pisać po polsku i po łacinie, odbywały się także zajęcia ze śpiewu i rachunków.
 

Powołanie jest najważniejsze

 
Najlepszą decyzję podejmowały te, które znając nastawienie swojej rodziny, nie chwaliły się za bardzo swoimi pomysłami na życie, tylko po fredrowsku omijały przeszkodę i po prostu nawiewały z domu. Takie które nie kryły powołania, miały zapewniony przez zapobiegliwych rodziców szereg rozrywek i zabaw, do tego ciuszki, fatałaszki i bale czyli wszystko to, co może wybić młodej dziewczynie z głowy ascezę i wieczne dziewictwo za klasztornymi murami. Brzmi kusząco? Właściwie może to warto było choć raz w życiu postraszyć domowników i zagwarantować sobie kilka rozrywkowych miesięcy. No, oczywiście pod warunkiem, że szanowny tatuś nie był znany w całym powiecie z porywczego i despotycznego charakteru, bo wtedy co najwyżej pośmiertnie można było zostać męczennicą za wiarę – przekonała się o tym Marianna Marchocka, której ojciec na wieść o wyborze przez nią życia zakonnego, o mały włos nie zabił jej szablą.
 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • katarzyna markowska

    Dzisiaj panuje tak mocne przekonanie o zakłamaniu ze tez prawdopodobnie malo który rodzić chcialby aby jego dziecko poszło ta ścieżka.
    Chociaż osobisvie nie neguje,o ironio losu wierzę w prawdziwe powołanie …
    Przewinęła mi się jedna w liceum przy czym tak jak piszesz jej rodzice na siłę usiłowali szukać narzeczonego 😉
    Niemniej wiara i powołanie były silniejsze .
    Nie obnosila się z tym raczej było to po niej widać…
    Nie mam pojęcia jak potoczyły się jej ścieżki acz straciliśmy kontakt.
    Powracając do sprawy zakonu osobiście byłabym za złotym środkiem…
    Rozumiem pragnienie poświęcenia się wiarze ale ciężko mi wyobrazić sobie życie jakie wiodą …
    Jestem niestety zbyt hedonistyczna 😉
    Pozdrawiam ;))

  • Anita Magoła

    Do tej pory spędziłam dużo czasu w zamkniętym klasztorze Sióstr Benedyktynek. Jako obserwator.
    Prowadzą one coś w rodzaju noclegowni, a ja ze względu na częste i długie wyjazdy do tego miasta szukałam schronienia właśnie tam. Ciekawe miejsce, ksztająć się wśród zakonnic wiele się nauczyłam (pozwalały mi wchodzić tam gdzie teoretycznie nie wolno ludziom ‚z zewnątrz’) podobało mi się tam, ale przerażał mnie fakt spędzenia całego życia za murami klasztoru, obserwując z okna jak pięknie jest poza nimi. Jeszcze gorszy był widok zakonnic, które bardzo często wydawały mi się po prostu smutne. Rozmawiając z nimi wyczuwałam w nich pewnego rodzaju rozczarowanie.

    Wiadomo, każdy wybiera sam swoją drogę, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś podejmował za mnie takie decyzje. Wiem też, że nikt nie próbowałby wpłynąć na moja decyzję, gdybym podjęła właśnie taką, ale mimo, że nie lubię zbyt często przebywac wśród ludzi – w całkowitym odosobnieniu też nie czułabym się najlepiej.

    Cóż. Pozostaje wierzyć, że każdy ma z w życiu jakiś cel i decyzje, które podejmuje pomagają mu go wypełnić.

  • Róża Dziubińska

    Odpowiadając na pytanie zadane w tytule : nie, nie chciałabym być zakonanicą, pisana jest mi inna droga 🙂 Uważam, że każdy powinien robić to co kocha, do czego został powołany. Zmuszanie czy zakazy przez rodziców które Pani opisała są po prostu nie w porządku. Rodzic nie powinien tak ważnych decyzji podejmować za dziecko. Rozumiem, konwenanse, interesy, zagrania polityczne , sojusze dzięki aranżowanym małżeństwom. Można to wszystko zwalić na : takie były czasy. Teraz jednak wcale nie jest lepiej, często rodzic podejmuje decyzje kiedy np rodzice są prawnikami czy lekarzami to nie dają wyboru dziecku tylko od samego początku pchają go w tym kierunku, uznają za oczywiste , że ich synek będzie wielkim lekarzem. Nie pytając wcale dziecka o zdanie, co lubi czy co chce robić. Pieniądze nie są tak ważne kiedy się robi to, co się kocha. Dlatego uważam że m.in Magdalena Mortęska podję dobra decyzję i wykazała się odwagą , uciekając by robić to , do czego została powołana 😆

  • Adrianna Pecarz

    Zakonnicą nigdy, ale rozumiem że ktoś może mieć odmienne zdanie. Nawiązując do postu, troche smutne życie iały te kobiety, skoro w tajemnicy i w taki sposób musiały spełniać swoje marzenia