Nerwicowiec w podróży

23 maja 2017
Domowe sposoby na zachowanie zdrowej skóry
22 maja 2017
Konkurs Gorsetowy regulamin
23 maja 2017
 
Podróż. Koszmar każdego nerwicowca. Nie dość, że trzeba wyjść z domu, to jeszcze udać się często w nieznane miejsce, w którym nie wiadomo co nas spotka. Naszym napadom paniki nie potrzeba lepszych argumentów, by się pojawić. Ale przecież wychodzić trzeba, mam nadzieję, że etap zaszywania się w pokoju jest już za Wami i dajecie się namówić chociaż na wycieczkę do sklepu. Jak się zabezpieczyć, żeby jakoś przetrwać i zminimalizować skutki ewentualnych ataków? Bo z tym, że one mogą przyjść trzeba się liczyć, tylko świadomość może pomóc w zwalczeniu tego paskudnego ograniczenia.
 

Zabierz kogoś ze sobą

 
Samotne wyjścia to jest to, co nerwica lubi najbardziej. Zaatakuje znienacka i nie będzie nawet czym zająć myśli, bo z kim tu porozmawiać? W takiej sytuacji jedynym rachunkiem jest telefon i zadzwonienie do kogoś, jednak to nie to samo co obecność kogoś bliskiego, najlepiej zaznajomionego z naszymi dolegliwościami. Jest zdecydowanie raźniej, kiedy nie musisz wstydzić się tego, co ewentualnie może się dziać podczas ataku. Dobrze jest uprzedzić towarzysza o towarzyszących temu objawach, żeby się nie wystraszył za bardzo i nie pomyślał, że mamy zawał czy wylew. Wiem, że to jest trudne, ale zmuszenie się do mówienia podczas ataku jest trudne, ale trzeba się postarać funkcjonować pomimo tego, co dzieje się z ciałem. Mnie zawsze pomaga poruszenie jakiegoś błahego tematu i trzymanie się go mimo walącego serca, zawrotów głowy, trzęsących się rąk i innych atrakcji, jakie może zafundować nerwica lękowa.
 

Zabezpiecz się

 
Tylko nerwicowiec wie, że objawy żołądkowe jak biegunka i wymioty mogą towarzyszyć atakom, co jest niewątpliwie dodatkowym czynnikiem stresogennym, szczególnie jeśli musimy udać się w jakieś miejsce publiczne, gdzie nie ma toalety w pobliżu. Zawsze trzeba mieć przy sobie woreczek foliowy i mokre chusteczki. Lepsze to niż zwymiotować komuś na kolana. Jasne, że wstyd jak diabli, ale trzeba sobie pomagać na wszelkie możliwe sposoby. Druga sprawa to butelka z wodą mineralną. Ja się z nią nie rozstaje. Powolne picie wody pomaga, kiedy zaczynasz czuć, że coś jest nie tak. Może to brzmi śmiesznie, ale ta prozaiczna czynność jest jakimś łącznikiem z rzeczywistością, dowodem na to, że jednak się funkcjonuje i nic wielkiego się nie dzieje, mimo szaleństw ciała. Dodatkowo picie małymi łykami i kilka głębokich wdechów pomaga przy odruchu wymiotnym i skurczach żołądka. W nerwicy najważniejsze jest przetrwanie pierwszych minut ataku, to one są najgorsze, później zmęczony mózg reaguje coraz słabiej, a w końcu mija. O tym trzeba pamiętać za każdym razem: NAJGORSZE zawsze MIJA. Atak się kończy, nie będzie męczył Cię z jednakowym nasileniem przez kilka godzin. Liczy się w minutach i może pozostawić po sobie nie tylko niepokój i strach przed kolejnym, który może nadejść.
 

Załatw sobie lek

 
Serio. Nic tak nie uspokaja jak posiadanie w torebce czegoś, co może niemal momentalnie może uratować od paniki. Nie, nie reklamuję tutaj niebezpiecznych i uzależniających leków i nie namawiam do ich ciągłego zażywania, a jedynie do traktowania ich jak koło ratunkowe w sytuacjach kryzysowych. Oczywiście działanie każdego leku trzeba najpierw sprawdzić na sobie w warunkach domowych, bo odpowiedź organizmu może być różna, ale jeśli pomoże i poczujecie tę od dawna u was niegoszczącą ulgę i rozluźnienie to znaczy, że substancje zawarte w tabletce zadziałały na was prawidłowo i właśnie zyskaliście nowego sojusznika w walce o powrót do zdrowia. Pewnie, że jest to jakieś ograniczenie, nie pojedziecie po nich samochodem ani nie napijecie się alkoholu na spotkaniu z przyjaciółmi, ale coś za coś. Zresztą jak znam życie, odkąd męczy Was choroba, przestaliście się pokazywać w towarzystwie, więc i tak niewiele stracicie. Serio, warto poprosić lekarza o coś doraźnego, co pozwoli zapanować nad lękiem i w miarę normalnie funkcjonować.
 

Postaraj się zabrać z kimś, kto ma samochód

 
Z doświadczenia wiem, że czas podróży potrafi dłużyć się niemiłosiernie, kiedy siedzisz w ciągłym napięciu i oczekujesz na nadejście ataku, albo nie daj Boże go przeżywasz. Dlatego bezpieczniejsza i bardziej komfortowa będzie podróż samochodem niż tłuczenie się komunikacją miejską, gdzie często nie ma klimatyzacji, nie da się otworzyć okna, usiąść ani nawet stanąć spokojnie, bo z jednej strony Cię tyrpią, z drugiej ktoś się przepycha, bo wysiada, a trzeci prosi o skasowanie biletu, kiedy Tobie właśnie przed oczyma staje własna śmierć w męczarniach. Dlatego zdecydowanie bardziej komfortowy będzie dojazd samochodem – zawsze można go zatrzymać, wysiąść, by zaczerpnąć świeżego powietrza, no i nie będzie poczucia, że zaraz padniesz, zemdlejesz albo zwymiotujesz i zrobisz z siebie pośmiewisko przed całym tramwajem albo autobusem. Na oswajanie komunikacji miejskiej przyjdzie jeszcze czas.
 
paniretro
paniretro
Katja, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. Kobiecy blog o stylu retro i vintage, dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.

4 Komentarze

  1. katarzyna Markowska napisał(a):

    W moim wypadku nerwica sprawiła że dałam sobie spokój z zadaniem na prawo jazdy bałam się o ludzi których miałabym ba drodze ..
    Poza tym mam chorobę lokomocyjna co ju w pełni mnie zniecheca.
    Dobrze wiedzieć że nie jestem w tym sama

    Muszę sprawdzić czy karmiąc piersią mogę przyjmować jakiś lek bo póki co zmeczylam się próbując usnąć zamykając oczy i usiłując odwrócić uwagę.
    Z wodą wręcz gorzej automatycznie podchodzi mi do gardła.

  2. Anita Magoła napisał(a):

    Przez długi czas nie radziłam sobie ze swoją nerwicą, przestałam wychodzić i zamknęłam się w sobie.
    Momentem przełomowym było znalezienie pracy, w której kontakt z ludźmi jest nieunikniony. Często na strach, przed kontaktem z ludźmi pomaga mi uczucie lekkiego głodu. Nie głodzenie się, bo lubię sobie konkretnie zjeść, ale jak zaczynam panikować jem trochę mniej, żeby zająć myśli np. co dobrego ugotuję po powrocie do domu i przyznam że na mnie działa!

    Ale zauważyłam, że moje nerwy mają różne oblicza, bo kiedy mam wyjechać już na kilka dni przed czuję się tak, jakbym w środku się gotowała, a na skórze mam dreszcze i zalewa mnie zimny pot. Wtedy sprzątam w domu, przymierzam ubrania, a w wolnej chwili lubię poszperać na strychu, bo mam wrażenie, że przenoszę się do innych czasów, albo najzwyczajniej kładę się do łóżka z dobrą książką i lampką wina. Tabletek unikam, to już ostateczność

    A czasem nerwy nie dają spać, ale na to mam już zupełnie inny sposób.
    Przrd snem piję kubek mleka z miodem, masłem i gałką muszkatołową… bo co zadziała lepiej niż metoda prababci? Mojej osobistej ikony retro!

  3. Anita Magoła napisał(a):

    A jeśli chodzi o komentarz wyżej (Pani Katarzyny) ziołowe leki na uspokojenie, dostępne bez recepty raczej można brać podczas karmienia piersią, ale przy tych na receptę jest to zabronione. Wiadomo każdy lek jest inny, ale informacje o karmieniu z reguły są zamieszczone na ulotce.

  4. Róża Dziubińska napisał(a):

    Butelka z wodą! To jest wybawienie, zwłaszcza jak zaczynasz mieć mroczki przed oczami. A w domu polecam picie melisy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *