Gdy przyjdzie ochota, można spalić kota

Lubicie zaczepki?
17 maja 2017
Masturbacja w stylu retro, kilka faktów
18 maja 2017

Ciężki los

 
Wielki Post to nie był najlepszy czas dla kotów. Począwszy od X wieku w każdą środę poprzedzającą Święta Wielkanocne palono na stosie tysiące niewinnych istnień w przekonaniu, że to czarownice w przybrały postać zwierząt i w tej formie ukrywają się przed sprawiedliwością. Wesoły kram z przesądami i swądem spalenizny w tle istniał sobie w najlepsze przez trzy wieki, dopóki nie okazało się, że kot może jednak się na coś przydać. Powracający z krucjat rycerze, oprócz bożej chwały i wojennych łupów, przywieźli ze sobą również nieproszonego gościa. Na statkach przypływających ze wschodu zagnieździł się bowiem cichy morderca: czarny szczur, roznoszący w niekontrolowany sposób śmiertelne bakterie wywołujące dżumę. Serce Anglii zaczęło chorować, epidemia wybuchła w stolicy kraju i gdyby nie te znienawidzone sierściuchy, być może nie udałoby się nad nią zapanować. Czas trwogi, podobnie jak czas bogactwa, zawsze kiedyś ma swój koniec i wraz ze zniknięciem zagrożenia odeszła w niepamięć również sympatia do kotów. Powróciła histeria, polowania na wiedźmy i cała machina prześladowań na nowo rozpędziła się po krajach Europy, rozjeżdżając po drodze setki ludzkich i zwierzęcych istnień.
 

Dlaczego Szekspir nie lubił kotów?

 
Nie lubili ich badacze, pogardzali naukowcy, od czci i wiary odsądzali pisarze: Wielki Szekspir nie miał na ich temat do powiedzenia nic dobrego, w żadnym ze znanych utworów nie pada o nich ani jedno pozytywne słowo. Zdarzają się za to fragmenty mówiące o kocich przywarach i sprzecznych z ludzką moralnością zachowaniach. W jego dziełach zawsze pojawiają się w roli czarnych charakterów, spisują z czarownicami w Makbecie, w Cymbelinie określa je jako stworzenia, dla których szkoda by było nawet stryczka i typuje je jako króliki doświadczalne do testowania działania trucizn. W czasach współczesnych Szekspirowi nikt już nie pamiętał o kocich zasługach na polu zwalczania dżumy, od nowa kto mógł używał sobie na tych biednych stworzeniach. Nikt nie wie skąd tak naprawdę wzięła się średniowieczna nienawiść do kotów. Być może była odpowiedzią na łaskawe traktowanie ich przez większość starożytnych kultur, zwalczanych przez kościół od początków jego istnienia. Rzymianie je szanowali, Egipcjanie traktowali jak istoty boskie, mieszkańcy krajów nordyckich wyobrażali swoje bóstwa w ich towarzystwie (Bogini miłości Freya). Nic więc dziwnego, że po nastaniu panowania chrześcijaństwa zaczęto je traktować jako wcielenia szatańskich bóstw i sługi sił nieczystych. Wierzono, że czarownice swoich diabelskich pupilków karmiły mlekiem z własnych piersi.
 

Towarzysz staruchy

 
Od kiedy stare, niezamężne i samotne kobiety zaczęto utożsamiać z kotami, rozpoczął się prawdziwy boom na tropienie w ten sposób rzekomych czarownic poprzez sprawdzanie ich powiązań z tymi nieszkodliwymi zwierzętami. Każda pasująca do opisu niewiasta, u stóp której kręcił się czarny czworonóg, znajdowała się w kręgu podejrzanych. Jeśli nie daj boże kocisko okazywało jej sympatię, wystarczało to za dowód na jej konszachty z diabłem i skazywało niechybnie na „sprawiedliwy sąd”, który chwilowo sprawowali egzystujący na ziemi i pełniący funkcję Bożych Bojowników słudzy Kościoła Katolickiego. W wyobrażeniach naukowców kot czarownicy funkcjonował zazwyczaj w kolorze czarnym, jednak zdarzały się diabelskie pomioty dla niepoznaki występujące w białym umaszczeniu. Jednak to czarne traktowane były najokrutniej i uważano je za najpodlejsze, utarł się bowiem przesąd, że diabeł chcąc torturować swoje ofiary pożycza futro właśnie od zwierzęcia w takim kolorze. Być może stąd wzięło się przekonanie, że czarny kot przebiegający drogę jest zwiastunem pecha i nieszczęścia. Znam ludzi, którym zdarzało się zawracać i wybierać inną trasę, kiedy taka sytuacja im się przytrafiła.
 

Przypadek Rutlandów

 
Jako wcielenie najgorszego zła swego czasu uważano kota Rutterkina, pupila należącego do służącej żyjącego w XVII wieku hrabiego Rutlanda. Joan Flower, nieszczęsna właścicielka czworonoga została oskarżona o czary i wywieranie z pomocą diabła i drzemiących w kocie złych duchów zgubnego wpływu na rodzinę swojego chlebodawcy. Dwaj synowie szlachcica zmarli bowiem w bardzo młodym wieku, jego żona z nieznanej przyczyny stała się bezpłodna, a nad jego domem zdawała się ciążyć klątwa przynosząca wszystkim mieszkańcom wyłącznie nieszczęścia. Córki domniemanej czarownicy powieszono w 1617 roku, ich matka natomiast umarła w celi, być może na własne szczęście nie zdążywszy doczekać śledztwa i wyroku. Nie wiadomo co stało się z kotem, brakuje również informacji o tym, czy sytuacja życiowa Rutlandów uległa poprawie po pozbyciu się rodziny służącej. Tortury którym poddawano koty były przez setki lat formą publicznej rozrywki. Dzięki wpojeniu gawiedzi, że stworzenia te są z powodu opętania przez złe duchy nosicielami najgorszych cech, te okrutne praktyki nie wzbudzały w patrzących współczucia. Cieszono się, że Kościół z taką gorliwością dba o bezpieczeństwo wiernych. Palenie tych zwierząt było również częściom rytuałów przebłagalnych, w ten sposób przy okazji wielkich uroczystości czczono świętych. Dla podkreślenia wagi jakiegoś wydarzenia grano na kocich organach – przeżywające straszliwe cierpienia zwierzęta wyły i zawodziły tak, że przypominało to piskliwe dźwięki organów albo operowe śpiewy. Często zamykano koty w małych pudełkach, na wierzchu zostawiając tylko ogony. Kiedy za nie ciągnięto, zwierzęta wydobywały z siebie przeraźliwe wrzaski, ku uciesze słuchających i oglądających gapiów. W innych wersjach tego przedstawienia opakowania w których trzymano koty zawierały kolce, które wbijały się w ich ciało zadając ból i wywołując koci płacz.
 

Kot jako składnik czarów

 
Przy pomocy kotów czarownice miały dokonywać czynów podłych, szkodzić ludziom i wystawiać na pośmiewisko powagę Kościoła, obrażając w ten sposób Boga. Do przypisywania tym zwierzętom tak złej sławy przyczyniały się często zeznania kobiet oskarżanych o czary. Sądzona za sprowadzenie burzy Agnes Thomson, która spowodowała zatonięcie wypełnionego klejnotami królowej statku twierdziła, że zaklęcie rzuciła używając do odprawienia rytuału między innymi kota. Zeznała następująco: Wzięłam kota, ochrzciłam go, następnie do wszystkich jego członków przywiązałam główne części ciała nieżywego człowieka oraz kilka stawów jego. Kolejnej nocy kota wraz z trupem wyniosły na środek morza wszystkie czarownice, co żeglować potrafiły rzeszotem lub sitem. Tak oto kot znalazł się nieopodal Leith w Szkocji. Następnie zerwał się taki sztorm, że gorszego nigdy wcześniej nie widziano. Inne szkockie czarownice, złapane w 1596 roku w Aberdeen, przybrały postać kotów by móc oddawać się orgiom pod krzyżem ustawionym na targu rybnym. Takie zapisy może tłumaczyć fakt, że ówczesne szkockie czarownice nosiły futra i maski przypominające kocie pyski. Pewnie dlatego tańcząc wokół krzyża tworzyły tak osobliwy widok i przypominały patrzącym stano ganiających się mruczków.
 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. A to jest jej kobiecy blog o stylu retro i vintage, na nim dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.
  • Katarzyna Markowska

    Ciężko mi zdzierżyć ten okres w historii kiedy te cuda były palone przez chore uprzedzenia, mity i zabobony.
    Dziś na szczęście już wiążą je tylko z towarzyszami staruchy i wszystkim przypisuja podłe charakteru z czym się absolutnie nie zgodzę 😉
    Jako posiadacz niegdyś 3 kotów (zostaly u rodzicówi ddziadków) po mojej wyprowadzce a dziś psa mogę rzecz że każdy był inny i nie można ich jedna miarą mierzyć;)
    Ale wszystkie czekające i kochane 😉

  • Adrianna Pecarz

    Bardzo ciekawy wpis, przykro jest czytać, że znęcano się nad zwierzętami w sumie dla rozrywki. Nie możemy też zapominać, że w historiach o kotach często też ginęły niewinne kobiety. Smutne to były czasy. Moja rodzicielka żartuje, że jestem czarownicą, jak byłam noworodkiem, kotka którą posiadali moi rodzice wskakiwała do wózka i nim bujała, bym była spokojna. Do tej pory koty towarzyszą mi w życiu, kiedyś „miałam” 10 kotów, podwórkowe przybłędy, ale zawsze dawały się pogłaskać i oswoić, jeden nawet chodził ze mną do sklepu jak pies przy nodze :). Aktualnie mam 6 kotów, z tym że dwa u rodziców. Każdy z innym charakterem i są to naprawdę cudowne stworzonka 🙂

  • Alicja

    Z tego też powodu starożytne kultury postrzegam jako wyższe i lepiej rozwinięte – czczono koty, dbano o nie, a już chociażby w najbardziej pragmatycznym wymiarze – doceniano ich przydatność i niekomu nie przyszło do głowy krzywdzić te zwierzaki. I całe szczęście, że współcześnie koty tak bardzo wróciły do łask, bo są to cudowne czworonogi pełne mruczącego ciepła i niezmiennie praktyczne (tyle dobrego, że jest kilka miłych przesądów o ich dobroczynnym działaniu i zbawiennym wpływie na nasze zdrowie).

  • Róża Dziubińska

    A niech mnie nazywają czarownicą ale mam czarnego kota i jestem z tego dumna!
    Ale teraz tak poważniej:
    Co to za bestialstwo karać biedne stworzenie za głupie przekonania ludzi. Szczerze mówiąc to nawet nie natrafiłam nigdy na źródła skąd się wzięła taka nienawiść do kotów w Europie, więc nie potrafię tego zrozumie . Kilka tysięcy lat temu koty czczono w Egipcie, utożsamiano z boginią Basket.
    W religii chrześcijańskiej kot jest zwierzęciem, a wszelkie zwierzęta stworzył Bóg, i jak Biblia podaje : wszystko co stworzył Bóg było dobre. Więc jak można uważać koty za opętane, czy poświęcone diabłu? To się wgl kupy nie trzyma, szkoda że podczas palenia setek tych niewinnych stworzeń nikt się nad tym nie zastanowił. Ludzie są okropni, łatwiej im kiedy się boją zabić niż poznać.
    Mało tego, choć mamy XXI wiek, nadal spotkam osoby które wierzą że czarny kot przynosi pecha xd
    Jestem najlepszym przykładem że to nieprawda, mój czarny koci towarzysz Loki jest najcudowniejszym przyjacielem, wierniejszym i bardziej pociesznym od niejednego człowieka.

  • Sylwia K.

    Koty mają swój świat, a my jeśli nam pozwolą to będziemy z ich łaski mogli im służyć. Specyficzne zwierzaki mające swoje „widzimisię” tak naprawdę nie dały nam się tak w 100% oswoić. I człowiek może cieszyć się jeśli wybierze Cię na „swojego człowieka”.

  • Anita Magoła

    Słabo mi się zrobiło jak o tym czytałam.
    Ale myślę, że do dzisiaj znalazłyby się osoby, które z niemałą satysfakcją znęcałyby się nad tymi istotami…

    Jestem w stanie zrozumieć wiele rzeczy, ale to jak bezwzględni byli (i nadal potrafią) być ludzie przerasta granice mojej wyobraźni.

  • Slabo mi jak sobie wyobrażę to wszystko. Dla mnie jest najwyższa forma bestwialstwa to o czym piszesz.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl