Pierwszy raz z nerwicą

17 maja 2017
Lubicie zaczepki?
17 maja 2017

Mój pierwszy raz...

 
Przychodzi nagle. Nie wiadomo dlaczego, nagle zaczynasz czuć się dziwnie. W autobusie, na spacerze, w środku miasta, w pracy albo w szkole. Zaczynają cierpnąć Ci ręce. Czujesz niepokój, który narasta z każdą chwilą, dochodzą kolejne objawy: zaczynasz się pocić, czujesz mdłości i zawroty głowy, zaburzenia widzenia i uścisk w gardle. Serce wali Ci jak młotem, uderzenia gorąca przypominają wczesne objawy menopauzy. Masz zawał. Udar. Umierasz, nie ma innego wytłumaczenia. Twoje myśli galopują w najbardziej absurdalne rejony szukając wytłumaczenia tego, co się dzieje z Twoim ciałem. Znasz to? No jasne. Gratuluję. Właśnie przeszedłeś swój pierwszy atak paniki. Witaj w świecie nerwicy, ale nie rozgaszczaj się. Uciekaj, najszybciej jak możesz.
 

Co dalej?

 
Najczęściej jednak wychodzenie z choroby to długa i ciernista droga. Musisz przejść fazy jak w żałobie i zaliczyć mnóstwo upadków, by wreszcie znaleźć się w takim momencie, kiedy powiesz sobie: muszę się leczyć. Jestem chory. Najczęściej zaczyna się od najpopularniejszego w ostatnich latach lekarza, znającego się na wszystkim: dr. Google. Wertujesz Internet w poszukiwaniu informacji o tym co może być przyczyną Twoich ataków. Szukasz osób, które też to przeżyły. Po drodze znajdujesz mnóstwo śmieci i bredni, wypisywanych często przez osoby zdecydowanie niestabilne psychicznie. Pamiętaj, na psychiatrycznych forach można spotkać naprawdę różnych asów. Wśród cennych wskazówek i świadectw ludzi, którym udało się pokonać chorobę, pojawia się szereg nieprawdziwych, które tylko dodatkowo Cię przestraszą i jeszcze nasilą Twoje lęki, utwierdzając Cię w przekonaniu, że nie ma dla Ciebie ratunku i jesteś skazany na taką wegetację, jaka ostatnio stała się Twoim udziałem. Moja rada? Nie czytaj. Nie doszukuj się, nie kombinuj. Sieć jeszcze nikogo nie wyleczyła, a zwlekanie i próby samopomocy najczęściej powodują tylko pogłębienie się problemów.
 

Rajd po lekarzach

 
Kiedy w końcu godzisz się z myślą, że trzeba wyjść z domu i coś ze sobą zrobić, pierwsze kroki kierujesz najczęściej do kardiologa, później po kolei zaliczasz wszystkich specjalistów, którzy powoli wykluczają choroby, jakie zdążyłeś sobie przypisać. Dowiadujesz się, że nie przeszedłeś udaru, nie masz wady serca, nadczynności tarczycy ani raka mózgu. Wychodzi na to, że fizycznie jesteś zupełnie zdrowy. Pozostaje więc pytanie: dlaczego czujesz się tak źle? Dlaczego powoli przestajesz normalnie funkcjonować, boisz się sam wyjść z domu, zawalasz pracę i naukę, bo towarzyszące Ci ciągle napięcie wywołuje coraz to nowe ataki nieznanej choroby? Później jest tak: „No jasne, jeszcze u psychiatry mnie nie widzieli, przecież nie jestem wariatem”. „Psychoterapia? Nie mam na to czasu i pieniędzy, po drugie nie wierzę w to, że rozmowy z obcą osobą mogą przynieść mi ulgę w moich dolegliwościach”, „To niemożliwe, żeby to wszystko było wytworem mojej głowy, przecież ja naprawdę to czuję, moje objawy są somatyczne, trudno o bardziej namacalne dowody na to, że coś jest mocno nie tak…” Rozumiem Cię. Chyba każdy kogo dotknęła ta wątpliwa przyjemność przekonania się, w jaki sposób nasz mózg może płatać figle przechodził przez ten trudny czas uświadamiania sobie, że jego cierpienia nie są chorobą ciała i że potrzebna jest mu pomoc innego specjalisty. Czas powiedzieć to sobie głośno: szwankuje coś, ale w duszy.
 

Czas na psychiatrę

 
Umówienie się na wizytę u psychiatry to pierwszy krok do wyleczenia. Trzeba pokonać wstyd, bo w Polsce leczenie farmakologiczne tego typu ciągle jest tematem tabu, tymczasem na prywatną wizytę u specjalisty trzeba poczekać: u tych najlepszych nawet dwa tygodnie. Wychodzi na to, że całkiem spore grono osób korzysta z takiej pomocy. Szacuje się, że podobno co trzecia osoba miała kiedyś w swoim życiu takie problemy i musiała szukać ratunku w gabinecie zaczynającym się od słów „psycho”. Nie ma się czego obawiać: żyjemy w takich czasach, że nawet nie musisz dzwonić do przychodni, wystarczą dwa kliknięcia na portalu typu „znanylekarz.pl” i jesteś umówiony. Przy okazji możesz poczytać opinię o osobie, której idziesz powierzyć swoje problemy. Ja bym nie wybierała anonima, nie dlatego, że święcie wierzę w komentarze, ale po prostu będziesz się czuł pewniej idąc na wizytę do kogoś, o kim wiesz, że pomagał już innym ludziom o podobnych doświadczeniach. Teraz wystarczy tylko pójść na wizytę i opowiedzieć o wszystkim. Jasne, łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Ale warto się przemóc, naprawdę jest spora szansa, że po lekach, które Ci przepisze poczujesz ulgę. Nie od razu (chociaż jak na początek dostaniesz xanax lub inny afobam, łatwiej będzie po 15 minutach, ale z zażywaniem ich trzeba być bardzo ostrożnym, bo działają szybko ale mocno uzależniają). Absolutnie nie ściemniaj i nie udawaj bohatera. Płacz, jeśli musisz. Im więcej informacji udzielisz lekarzowi tym większa szansa, że uda mu się dobrać odpowiednie leki. Ja zaliczyłam już chyba wszystkie znane medycynie. Raz jest lepiej, raz tak sobie, ale na pewno żadne nie sprawiły, że czułam się gorzej niż przed rozpoczęciem ich zażywania. Nie sugeruj się tym, co napisane w ulotce, nie czytaj o skutkach ubocznych, bo sam się nakręcisz tak, że na pewno wszystkie u Ciebie wystąpią, Twoja nerwica Ci to załatwi...
 
paniretro
paniretro
Katja, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. Kobiecy blog o stylu retro i vintage, dużo porad urodowych i ciekawostek, do tego lifestyle w starym stylu.

4 Komentarze

  1. Róża Dziubińska napisał(a):

    Fajnie że poruszasz takie tematy, sama miałam duże problemy ze stresem, aż doprowadziło to do właśnie takiego ataku na tle nerwicowym, karetka mnie zabrała ze szkoły… Ważna jest wtedy praca nad samym sobą, szukanie odskoczni, czegoś co Cie uspokaja ☺

    • Katarzyna Markowska napisał(a):

      Nerwica jest czasami początkiem problemów nadrabiając luki przyznam że najgorszym jest bagatelizowanie tej choroby…
      w apogeum potrafi zamknąć człowieka jak w klatce-umysłu…
      Zostaje tylko on lęki i modlitwa o koniec.
      Zawsze miałam problem z tym aby się przełamać dziś co prawda potrafią to robić celebryci,osoby tak jak ty rozpoznawalne ale jednak wciąż ciężko jest o tym mówić,

  2. Pola napisał(a):

    O kurde, to tylko potwierdza moje podejrzenia że muszę coś ze sobą zrobić męczę się tak już od lat…trafiłam tu przez gorsety a znalazłam wpis na temat „najgorętszego” aktualnie tematu w obecnym życiu ( tudzież próbie przetrwania raczej). Dzięki za ten wpis niby podejrzewam, wiem co i jak ale jednak nadal trudno jest to oswoić. Próbowałaś może psychoterapii?

  3. Ewelek napisał(a):

    U mnie nie było tak lekko. Drętwiał mi język a zburzenia wzroku to zez. Zawroty głowy to koszmar. Przekonana że mam udar albo tętniaka i na pewno niedługo umrę trwałam w takim stanie prawie dwa tygodnie. Lęk przed diagnozą pogarszał objawy, wpadałam w błędne koło. Poddałam się i mężowi udało się wypchnąć mnie do lekarza. Było mi ciężko bo pierwszy raz faceta widzę ( nowy w naszej przychodni) dokładnie opisuję swoje problemy ze zdrowiem a ten ma coraz większy uśmiech pod wąsem. Pod koniec dosłownie się już szczerzył. Kiedy drżącym głosem wyznałam ” pewnie mam tętniaka” lekarz się rozpłakał tyle że ze śmiechu. Od początku wiedział co mi jest, nie mogłam uwierzyć kiedy powiedział ” Nie, pani ma nerwicę będzie pani żyła”. Pomyślałam konował i inne takie pod jego adresem. Postanowiłam go uświadomić z kim ma do czynienia. „Proszę pana jestem silną osobą, ogarniam wszystko za wszystkich, biorę sprawy w swoje ręce i nigdy się nad sobą nie rozczulam. To Nie jest możliwe żebym miała nerwicę.” Odpowiedź trochę mnie rozbiła ” No właśnie! Jest pani w grupie największego ryzyka. Czy w przeciągu ostatniego roku dużo się w pani życiu zmieniło?” Oczy z orbit mi wylazły, pomyślałam że wróżbita chyba jakiś. ” Tak, spełniłam swoje marzenie, otworzyłam firmę. Rozwija się nadspodziewanie szybko, mam dużo klientów zatrudniłam kolejnego pracownika. Wszystko jest idealnie.” Lekarz wróżbita miał minę kotka który zjadł śmietankę. „No i widzi pani mam rację . Nerwica. Pani nie dusi wszystkiego tylko pokrzyczy czasem.” Zapisał mi magnez i Hydroksyzyne. Zamknęłam za sobą drzwi gabinetu z receptą w ręku i natychmiast poczułam że nie jestem przerażona. To było cudowne uczucie. Od zawsze czułam przerażenie, jeszcze będąc dzieckiem miałam napady buli brzucha. Dwukrotnie lądowałam w szpitalu ale nic nie wykryto. Lekarz prowadzący zasugerował rodzicom że przydała by mi się pomoc psychologa. To były inne czasy, tata rozmawiał ze mną, radził nie brać do siebie problemów itp. i na tym koniec. Ze swoim przerażeniem radziłam sobie sama raz lepiej raz gorzej. Dzisiaj nie wiele się zmieniło. Zadbałam jedynie o swój mały świat do którego mogę uciec. Moją pasją, kokainą i endorfiną są konie. Nie zawsze to wystarcza ale z końskiego grzbietu świat jakiś piękniejszy jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *